Z Toba chce ogladac swiat – Nasze 20 Lat!

W calym tym zamieszaniu przyszlo nam swietowac nasza Dwudziesta rocznice slubu! Kawal czasu, polowa zycia! 20 lat temu przylecialam do Stanow, zaraz wzielismy slub cywilny, dwa lata pozniej koscielny w Polsce.  W ciagu tych dwudziestu lat dzialo sie duzo…

Po kilku miesiacach w Stanach wyjechalismy do Holandii, do pracy w konsultingu. Poczatkowo mial to byc krotki, kilkumiesieczny projekt. Zostalismy dwa lata. Na dwa lata zasmakowalismy Europejskiego zycia w sercu kontynentu, gdzie Paryz, Londyn, Berlin byly doslownie na wyciagniecie reki. Skrzetnie korzystalismy z tej bliskosci, zwiedzalismy Europe w szerz i wzdluz. Pracowalismy jak woly, ale nam to nie przeszkadzalo, bylismy mlodzi, bylismy razem, bez zobowiazan, bez dzieci. Swiat konsultingu jest brutalny a z mlodej zwierzyny wyciska sie ile wlezie. Dzieki temu jednak mielismy okazje szybko nauczyc sie zycia korporacyjnego, pracy w zespole, pracy z klientem, deadlinow, raportow, team meetingow i calej tej korporacyjnej otoczki;). I doskonale te umiejetnosci przydaly nam sie w pozniejszym zyciu zawodowym.

Po powrocie z Amsterdamu, stwierdzilismy ze wracamy do szkoly, ze jeszcze chcemy sie uczyc. Hub robil MBA, ja wrocilam do prawa. W miedzyczasie korzystalismy z urokow zycia studenckiego a w wolnych chwilach podrozowalismy po Stanach. Po studiach klasyka, ja ide do pracy, Hub kontynuje swoja. Kupujemy dom, ja zdaje egzamin adwokacki, zmieniam prace na kancelarie, troche podrozujemy: Japonia, Chiny, Indie.

2007 – na swiat przychodzi Amelia. Nie musze dodawac, ze nasze zycie wywraca sie do gory nogami, jestesmy rodzicami. Jakby zawirowan bylo malo, decydujemy sie na przeprowadzke do Chin. Jak sie okazuje bedzie to najwspanialsza przygoda naszego zycia. Realizujemy sie zawodowo, ja zdobywam doswiadczenie w chinskiej kancelarii, Hub na uniwersytecie (Notthingham University). Poznajemy wspanialych ludzi z calego swiata, podrozujemy, poznajemy kulture chinska od podszewski, przez pryzmat Chinskich przyjaciol i klientow. Niezapomniane wrazenia, ultrafascynujace doswiadczenia. Jak sie pozniej okaze, to te nasze chinskie doswiadczenia  pokieruja naszym zyciem. To wlasnie dzieki doswiadczeniu, ktore zdobylam w Chinach, dostalam obecna prace. Hubowi takze przydalo sie doswiadczenie na uniwersytecie w Ningbo gdy ubiegal sie o prace na University of Texas.

Poniewaz recesja czai sie za rogiem, nasza przyszlosc w Chinach a takze w Hubowej pracy (ktora caly czas kontynuje – choc w zmniejszonym wymiarze godzin) staje pod znakiem zapytania. Decydujemy sie na powrot, choc smutno nam zostawiac Chiny i nasze fajne, ciekawe zycie. Zostawiamy w Ningbo kawal serca, placzaca, kochana Aiy, ktora troszczyla sie o nas jak matka, wspanialych przyjaciol i niedosyt, ze jeszcze tyle jest do zobaczenia, do poznania, do nauczenia…

Wracamy do Cleveland, do szarej (doslownie – bo pogoda w Ohio nie rozpieszcza) rzeczywistosci. Rzeczywistosci zachwianej troszke przez swiatowy kryzys. Ja szukam pracy, ale nikt nie zatrudnia. No chyba, ze jest sie CPA, prawnikiem i fizykiem kwantowym mowiacym w Suwahili w jednym;) Jezdze na jakies interviews, robie jakies zlecenia, tlumaczenia, zaczynamy nawet mala szkolka jezyka chinskiego i firme konsultingowa…Az wreszcie dojrzewam do tego by otworzyc wlasna kancelarie. Najpierw sama, potem lacze sie z kolezanka i naszym profesorem ze szkoly prawniczej i razem probujemy podbijac swiat. I nawet niezele nam idzie. Niestety po jakims czasie, prof. zaczyna miec problemy osobiste i sprawy sie komplikuja. Po raz kolejny sprawdzaja sie madrosci ludowe o spolkach i jaskolkach. Zostaje sama na placu boju z kilkoma duzymi niedokonczonymi sprawami i rozstrojem zoladka. Hub coraz czesciej namawia mnie na “normalna prace”. Na wlasnej skorze przekonuje sie bowiem, ze dla nikogo sie tak ciezko nie pracuje jak dla samej siebie; Jak z nieba spada mi wiec oferta pracy w miedzynarodowej korporacji. Jest maly haczyk – firma jest w Dallas;). Rozwazamy za i przeciw i ostatecznie decydujemy sie na ten wielki krok. Poczatki w Dallas sa trudne, jak wszedzie. Nie znamy nikogo, nie znamy miasta. W miare uplywu czasu to wszystko sie zmienia. Jeden wypad do kosciola polskiego w niedziele owocuje nowymi znajomosciami. Co chwile nowi znajomi przedstawiaja nas swoim znajomym i  w krotkim czasie poznajemy calkiem spora grupe Polakow, pozniej dochodza znajomosci ze szkoly, z pracy, itd. Z czasem oczywiscie znajomosci przeszly przez kilka etapow, niektore sie zakonczyly, ale wiele zostalo do dzis.

W tym roku minie 10 lat od naszej przeprowadzki do Teksasu. Bardzo fajnie nam sie tu zyje, znalezlismy nareszcie nasze miejsce na ziemi. Mamy fajnych przyjaciol, w miare ustabilizowane zycie, ciekawe prace. 4 lata temu powiekszyla nam sie rodzina, dolaczyla do nas Antonia. Mamy oczywiscie swoje wzloty i upadki, lata lepsze, lata gorsze. Czasem jest ciekawiej, czasem zwyczajnie. Czasem sporo podrozujemy, czasem siedzimy na miejscu. Nigdy nie jest nudno! Miewamy zrywy ze chce nam sie cos zmienic,  gdzies przeprowadzic, sprobowac czegos nowego. I kto wie moze jeszcze kiedys zrobimy cos szalonego? Moze czekaja na nas jeszcze jakies przygody? Tymczasem cieszymy sie tym co mamy, dziekujemy za siebie, za zdrowie, za dzieci, za rodzine. Zyczymy sobie kolejnych cudownych lat na dobre i na zle, od wiosny do jesieni, na prostej, na zakrecie, byle razem!

I jak nic pasuje tutaj przepiekna melodia: “Z toba chce ogladac swiat”:

Z Toba Chce Ogladac Swiat

03162020124258-collage

#CoronaUpdate

Jak mozna bylo sie spodziewac i u nas oglosili “nakaz siedzenia w domu”. W praktyce oznacza to, ze pracujemy z domu, mozna wychodzic tylko na osiedle, do sklepu po najpotrzebniejsze rzeczy, glownie jedzenie. Trzeba zachowac odleglosc od innych, zadnych zgromadzen, imprez, spotkan towarzyskich;

Zamkniete centra handlowe, wiekszosc sklepow, szkoly, przedszkola, uslugi, restauracje (opcja na wynos tylko). Wszelkie zajecia pozalekcyjne odwolane lub przeniesione online. Szkola online, nawet Antosiowe przedszkole ma pol godzinki zajec online – wspolne spiewanie, rysowanie, opowiadanie. Dzieciaki przekrzykuja sie jedno przez drugie, sa podekscytowane soba i pania.

Stosujemy sie wiec do zalecen, siedzimy w domu, spacerujemy tylko po osiedlu, zero spotkan, okazyjny wyjazd do spozywczaka.  Przestawiamy sie totalnie na internetowe zycie: praca, nauka, zajecia, hobby, zycie towarzyskie, zycie kulturalne, nawet religijne – wszystko odbywa sie teraz w sieci. I wdzieczna jestem, ze sa takie mozliwosci. Szczerze mowiac to ja nie narzekem. Staram sie z calej sytuacji wyciagnac jak najwiecej korzysci. Mam wiecej czasu, nadrabiam zaleglosci filmowe, ksiazkowe, sprzatam w kazdym kacie, spedzam czas z dzieciakami, pracuje w swoim tempie o ile sie tylko da i o ile nie siedze na telco. Tesciowie pomagaja z dziecmi, Antosia niemalze sie do nich przeprowadzila. Amelia zajmuje sie soba, solidnie przyklada sie do nauki, pianina, Chinskiego. Z technologia jest za pan brat, niektore zajecia (Chinski) juz od dawna ma przez internet, wiec dla niej to zaden problem. Odrabia zadania, przesyla wszystko do systemu, nagrywa sie, nawet W-F “odrabia” i laduje video do systemu. Nauczyciele pomocni, wyrozumiali, mysle, ze o szkole nie musimy sie martwic. Gorzej o samopoczucie i brak mozliwosci spotkania sie z kolezankami. Tu Ami narzeka najbardziej– brakuje jej kontaktow z ludzmi, zycia towarzyskiego, wspolnego lazenia po osiedlu, wycieczek rowerowych, czyli tej normalnosci, ktora dopiero docenia sie jak trzeba siedziec w domu.

Corona przewrocila zycie do gory nogami. Maly wirus pokazal nam co tak naprawde jest w zyciu wazne: zdrowie, rodzina, dom. Uswiadomil, ilu rzeczy nie doceniamy. Mamy dach nad glowa, pelna lodowke, technologie, ktora umozliwia nam prace zdalna i daje dostep do informacji i rozrywki, piekna pogode i sporo wolnego czasu. I tylko szkoda mi tych wielu, ktorzy stracili prace, ktorym ciezej teraz, ktorzy cierpia. Niech jak najszybciej wszystko wroci do normy.

img_2710

 

Coronabreak

A u nas na chwile obecna taka sytyacja:

#1 Konczace sie dzisiaj ferie zostaly przedluzone o tydzien, do 20 marca (na razie); uniwersytety, w tym Hubowy, rowniez przedluzyly zaczynajaca sie przyszlym tygodniu Spring Break to konca  miesiaca. W czasie tej przerwy, wszyscy przygotowuja sie na nauczanie online bo do konca roku zajecia na zywo – odwolane. Fakt, ze rok konczy im sie wczesnie, 12 maja;

#2 W pracy zakaz podrozowania wszelakiego, czy to sluzbowo czy prywatnie, zakaz wstepu ludzi z zewnatrz, zero spotkan na zywo (wszytko telco lub videoco), a kazdy dzial opracowuje sobie wlasny plan pracy zdalnej. W naszym dziale rotacja, co najmniej jeden dzien kazdy pracuje z domu. Ja pracowalam wczoraj, bylo nawet OK, w sumie nie odczulam roznicy, bo zajeta jestem jak diabli; Wszystko zmierza w kierunku pracy zdalnej na dluzsza mete. Bede musiala sobie swoje domowe  biuro zorganizowac w ktoryms kacie. Jeszcze sie tak nie zdarzylo, ze wszyscy siedzimy w domu w tym samym czasie – moze byc wesolo;)

#3 W naszym miescie 3 przypadki wirusa i to doslownie kilka osiedli dalej. W calej metropolii Dallas ponad 20, ale dane sa totalnie zanizone bo nie ma testow. Juz podobno od przyszlego tygodnia maja byc i wszyscy z podejrzeniem choroby beda mogli sie przetestowac.

#4 Dallas (metropolia) oglosilo stan zagrozenia, wszelkie imprezy masowe odwolane, rekomenduja zeby z domu nie wychodzic;

#5 Cala panika zwiazana z wykupowaniem zapasow papieru toaletowego tudziez makaronu i ryzu u nas jak najbardziej w pelnej odslonie. Ludzie wariuja, psychoza tlumu. Jak zobaczysz, ze ludzie pelne kosze wywyza ze spozywczakow i zerkasz do swojego, gdzie normlanie: jajka, mleko, chleb to zastanawiasz sie kto tu jest nienormalny. I wracasz sie po kolejna paczka recznikow papierowych;). I kolko sie zamyka.

#6 Jezeli chodzi o nasze osobiste zapasy to my obydwie z tesciowa jestesmy z gatunku “kupie a nuz sie przyda”, wiec w normalnych warunkach to mamy spizarnie i lodowki przeladowane i Hub zawsze sie smieje, ze na wojne sie szykujemy. Mysle, ze spokojnie to co w naszych zamrazarkach i spizarniach pozwoli nam przeczekac niejedna wojne;).

Mam mieszane uczucia. Nie lubie paniki, ale tez nie lubie zbytecznego ryzyka, wole sie wiec zastosowac do zalecen. Dzieci ponudza sie troche w domu, ale od tego jeszcze nikt nie umarl;). Robie wlasnie liste “ciekawych” rzeczy, ktore mozna zrobic siedzac w domu z dziecmi, np. wirtualne zwiedzanie slawnych muzeuow swiata, kaligrafia, gry planszowe, gry video, czytanie, pisanie, malowanie, artsy/craftsy, pieczenie itd. Ami troche ucieszona z przedluzonych ferii, a troche zdegustowana perspektywa siedzenia w domu. Antosi to wsio rowno, byle dziedzius byl w poblizu;).

 

Czworka;)

Antosia skonczyla 4 latka. Nasz maly szczeniaczek przepoczwarza sie powoli w rezolutna dziewczynke w “srednim wieku”;). Jest przekochana, madra, wesola i taka nasza. Potrafi sie przymilic, ale tez potrafi tupnac nozka;). Wpatrzona jest w starsza siostre jak w obrazek i nasladuje ja we wszystkim. Juz na dobre zadomowila sie w przedszkolu, spedza tam juz cale dnie i chyba jest jej dobrze bo nie za chetnie wychodzi do domu.

Uroczystosci urodzinowe rozpoczelismy od “Party” w Pump It Up – czyli krainie pompowanych zamkow. Zaprosilismy dzieciaki z przedszkola i sasiadow. Dzieciaki wybiegaly i wyskakaly sie na calego. Zaserwowalismy pizze i tort i z worem pelnym prezentow wrocilismy do domu. Tam mala powtorka z rozrywki – babcia zrobila “prawdziwy” tort (to tak w odroznieniu od sklepowego z motywem Frozen II – ktory wprawdzie piekny, ale niezbyt smaczny), przyszla Agatka i swietowalismy sobie do wieczora to Antosiowe swieto. Antosia na maxa podekscytowana byla juz od samego rana. Jak tylko sie obudzila kazala wszystkim przypomniec, ze dzisiaj sa jej urodziny. Ucieszyla sie jak zaspiewalismy jej STO LAT, wreczyli prezenty, a tatus bukiet kwiatow;). Caly dzien byla szczesliwa, nie mogla sie doczekac imprezy, chodzila i dziekowala nam za balony i prezenty:).

Az trudno uwierzyc, ze niedawno sie urodzila, a tu juz powoli staje sie mala kobietka z temperamentem;). Kochamy ja ponad wszystko!

img_2436-effects-collage

Tymczasem

Wszelkie plany wyjazdowe na chwile obecna pokrzyzowane ma maksa. Odpuscilismy sobie wyjazdy do Azji, Hub z ciezkim sercem musial odmowic wyklady w Japonii w maju, moja konferencja w Singapurze odwolala sie sama. Amelia wsciekla, ze rowniez i jej plany na ferie wziely w leb. Mieli z Hubem leciec do Rzymu. I tez trzeba bylo wycieczke odwolac. Amelia niepocieszona. I nie przemawia do niej, ze moga utknac gdzies w Europie, ze duzo miejsc pozamykanych, ze podroz nie do konca bezpieczna. W sumie to stwierdzila, nie mialaby nic przeciwko temu zeby “utknac” w Rzymie na dwa tygodnie;). I teraz mamy mala zagwozdke co w te ferie robic (w przyszlym tygodniu). Chyba skonczy sie na atrakcjacyh lokalnych, bo nawet podroz do innego stanu w obecnej sytuacji nie wydaje sie najlepszym pomyslem.

Hub zaliczyl kolejny pol-maraton. Ten czlowiek nie przestaje mnie zadziwiac. W zasadzie bez wiekszego treningu pobiegl 20 km. Mialam wyrzuty sumienia, ze nie pojechalismy mu kibicowac, bo jednak przyjemniej by mu bylo, ale nie mialam serca dzieci zrywac o 4 rano w niedziele i jechac godzine w jedna strone. Tym bardziej, ze Antoska wlasnie otrzasa sie z grypy.

Amelia smakuje obecnie zycie bez telefonu. Niestety czasem zbyt wielka buzia pozbawi tegoz wlasnie przywileju. Za pyskowki zabralismy jej telefon na tydzien. Udaje twardzielke, ze niby jej to nie obchodzi, ze telefon jej niepotrzebny. Widze jendak jak chcialaby sobie pocpykac po snapchatach czy innych instagramach. Ale coz, life is brutal;)

Antonka zostaje w przedszkolu na caly dzien. Do tej pory dziadki odbierali ja o 12:30. Mysle, ze jest juz gotowa by spedzic wiecej czasu w przedszkolu. Nie za bardzo jest zadowolona, ze w programie jest drzemka, bo ona raczej spac nie bedzie. Moga w tym czasie bawic sie “cicho” zeby innym nie przeszkadzac.

img_3384

Gotowi, do startu, start!

Sama az w to nie wierze, ale w sobote pobieglismy w biegu na 5 kilometrow. Wspomoglismy przy okazji organizacje charytatywna, w ktorej sie troche udzielam, a co za tym idzie biedne dzieci. Caly dochod z biegu przeznaczony jest na fundacje, ktora zapewnia pieluchy i przybory higieniczne bezdomnym, biednym dzieciom.

Czuje sie dumna co najmniej jakbym przebiegla maraton. Dla mnie byl to bowiem olbrzymi wysilek. Trenowalam wprawdzie kilka miesiecy, solidnie skonczylam caly program i w/g aplikacji, ktorej uzywalam mialam byc gotowa;) Jednak trening to jedno, a prawdziwy bieg to co innego. Dochodza emocje, psychologia tlumu, radzenie sobie z wlasna ambicja gdy wszyscy dookola cie wyprzedzaja, ale wiesz, ze nie mozesz przyspieszyc bo sily ci nie wystarczy do konca. Oczywiscie moje statystyki plasuja mnie gdzies pod koniec peletonu, ale dla mnie osobiscie najwiekszym sukcesem jest, ze przebieglam. Przetruchtalam raczej w zolwim tempie, ale bieg zakonczylam. I przeszlam doslownie kilka metrow jak sie nagle zrobilo pod gorke;). Amelia zakonczyla bieg 4-ta w swojej kategorii wiekowej – czyli swietnie. Hub pewnie bylby pierwszy bo dla niego, wytrawnego polmaratonczyka, taka przebiezka to rozgrzewka. Dzielnie jednak towarzyszyl mi w ogonie, bal sie, ze zawalu jakiegos moze dostane;). Oczywiscie po zakonczonym biegu, uczucie cudownej euforii i dumy. Najbardziej z tego, ze przelamuje wlasne bariery i niemozliwe staje sie mozliwe. Nie wiem czy kiedys jeszcze uda mi sie powtorzyc 5K, ale bieganie napewno polubilam. I pelna podziwu jestem dla ludzi, ktorzy sa w stanie przebiec maraton czy nawet polmaraton.

img_2283-collage

Colorado

Zorganizowalismy sobie dlugi weekend w Colorado. Dosyc szczelnie zaplanowalismy 3 dni. Mialy byc narty, sanki, gory no i przede wszystkim odwiedziny u naszej Wioli, ktora od niedawna mieszka w okolicach Denver. I jak to z planami bywa…nie do konca udalo nam sie je wszystkie zrealizowac. Na przeszkodzie stanela przed wszystkim pogoda. Wiadomo – jak jest zima to musi byc zimno-jak sie jest w gorach to trzeba liczyc sie ze sniegiem. Sniezyca jednak troche chyba zaskoczyla drogowcow bo do stokow nie dalo sie dojechac. A mialo byc tak pieknie… Uzbrojeni po zeby w zimowe skafandry, szykowalismy sie do wyjazdu w gory w piatek rano. Tymczasem, piskle nasze najmlodsze obudzilo sie z goraczka:(. Matka dzieciom i Wiola zostaly z Antosia w domu, a Hub i Ami ostro jada na narty. Gdy po 3 godzinach jazdy jechac sie dalej nie dalo, bo zasypalo droge, wrocili do domu. Zli, zmeczeni, glodni i generalnie wypompowani zalegli na kanapie gdzie pozostali do konca wieczoru. Balam sie o nich bardzo, bo jazda w gorach niebezpieczna, lancuchow nie mieli, wypadkow mnostwo. Cale szczescie, ze nic im sie nie stalo. I szczescie w nieszczesciu, ze Antonka goraczki tego dnia dostala bo inaczej wszyscy kisilibysmy sie w aucie przez 7 godzin.

A nastepnego dnia, jak gdyby nigdy nic, cudowna pogoda: slonce, zero sniezycy i 45 stopni. Ale juz nie dalismy sie na wyprawe namowic. Zwiedzilismy okolice, a w gory poszlismy na piechote. I sanki byly, i wyglupy na sniegu. Mysle, ze zimy generalnie nam wystarczy. O ile pieknie wyglada na zdjeciach, o tyle nie tesknie za jazda po sniegu, ubieraniem calego zimowego ekwipunku czy przemoczonymi butami.

Ostatniego dnia – powtorka z rozrywki – pada snieg, wszelkie dalsze wyprawy czy tez spacery raczej odpadaja. Dzien wypelnilismy sobie wizyta w muzeum i kinie. Ciekawe wystawy, zabawy dla dzieci, piekny film 3D o rafie koralowej – nawet Antonka sie zainteresowala.

 Z pewnoscia jednak zrealizowalismy najwazniejszy punkt naszego planu – spedzilismy cudny czas z Wiola, zwiedzilismy okolice w ktorej mieszka, polazilismy po Boulder – ktore przypomina mi Zakopane i wspolnie chlonelismy atmosfere gorskiego kurortu i pooddychalismy swiezym, gorskim, mroznym powietrzem.

img_2337

13-tka

Obchody Ameliowych urodzin za nami. Tyle sie dzieje, ze nie nadazam wszystkiego opisywac, ale koniecznie trzeba odnotowac, ze celebracje sie odbyly. Ami zaprosila 10 kolezanek na owe obchody. Wiekszosc czasu spedzily w domu, ale na dwie godziny zawiezlismy panny do Escape Room gdzie zabawialy sie w Indiana Jones i rozwiazywaly zagadki. Podobno bylo fajnie. Reszta wieczoru tez ponoc fajna: tort, czekoladowa fontanna, film, wspolne “spanie”, wyglupy i przede wszystkim duzo halasu. Antonka zerezerwowany miala sleepover u dziadkow, ale smutno jej bylo odchodzic jak tam takie ciekawosci sie odprawialy. Dziewczyny jednak fajnie sie zachowaly, pobawily sie z Antosia, warkocze jej uczesaly, pozwolily wsrod “mlodziezy” sie pokrecic. Choc nie wszystkie 10 zostalo na noc i tak bylo spore zamieszanie. Wszyscy jednak zadowoleni, jubilatka najbardziej, a to najwazniejsze. Na sniadanie zaserwowalam im nasze polskie nalesniki z owocami, co rowniez sie spodobalo – bo to cos innego. I tym sposobem celebracje dobiegly konca, ostatnich gosci pozegnalismy ok. poludnia, po czym zabralismy sie za swietowanie w gronie rodzinnym. Ufff…

img_2336

 

Corona

No wiec Corona Virus konsekwentnie krzyzuje nasze plany sluzbowe i prywatne. Pod WIELKIM znakiem zapytania stanely nasze wakacje w Azji w czerwcu. Po pierwsze, ze w Azji — Singapur, HK, Vietnam, Tajlandia. Po drugie, ze cruise. I tu jest problem. Jezeli, nie daj Boze, by sie trafil ktos chory, to taki statek nie zostanie nigdzie wpuszczony do portu, nie wspominajac juz, ze prawdopodobienstwo zakazenia duzej grupy ludzi zamknietych na statku jest olbrzymie. Wlasnie teraz kilka statkow ma takie problemy. Jeden dryfuje gdzies u wybrzezy Japonii bo jedna osoba zarazila ponad 300! Drugi wyplynal z HK i choc nie stwierdzono przypadkow zakazen — nikt nie chcial go wpuscic do portu. Odmowila Tajlandia, Japonia, odmowil Wietnam. Dopiero Kambodza sie zlitowala i wpuscila do portu po tygodniu dryfowania. I choc zycie na luksusowym statku nie jest zle, drinki leja sie bez ograniczen, a orkiestra gra – mysle, ze nie chcielibysmy eksperymentowac i ryzykowac zarazenia sie tym czy innym wirusem. Pytanie teraz jest  jakie kroki podejmie armator i organizator rejsu. Czekamy wiec na razie, choc decyzje trzeba bedzie podjac wkrotce.

Moja konferencja w Singapurze w kwietniu tez na razie “wisi”. Niby organizatorzy jej jeszcze nie odwolali, ale slyszy sie glosy o przeniesieniu lub nawet o odwolaniu bo malo ludzi sie na razie zapisalo. Ja tez jeszcze czekam, choc juz coraz bardziej utwierdzam sie w przekonaniu, ze po co ryzykowac. Nie ufam do konca zadnym raportom, zapewnieniom rzadu takiego czy innego kraju. Tak naprawde do konca nie wiadomo jaka jest skala problemu. Wiem, ze moge zachorowac na rownie grozna grype siedzac we wlasnym domu, ale “strzezonego Pan Bog strzeze” jak mawiala Babcia, wiec po co sie pchac w epicentrum. Z tego tez powodu odwolalam rowniez moj wyjazd sluzbowy do Chin i Korei. Mialam poleciec przed konferencja. Na razie wszelkie podroze do/z Azji u nas w firmie i tak sa zamrozone, a loty odwolane do konca marca. Nawet jezeli poluzuja,  postanowilam, ze siedze na tylku.

Troche wiec zamieszania i niepewnosci. Jeszcze czekamy, ale jakies decyzje trzeba bedzie podjac w najblizszych tygodniach. Tymczasem pijemy Corone– bo ta w butelce jest raczej bezpieczna;)

img_1766

Rodzinne Migawki

Styczen juz prawie sie konczy, pedzi jak francuski TGV. Goscie odjechali, przyjechal kolejny znajomy z Polski, i on odjechal. Wrocilismy do naszego rozkladu jazdy. Szkola-praca-zajecia. Wszystko jakby tylko miga przed oczami. Piatek-poniedzialek, od treningu do koncertu, od matematyki do pianina. Ba nawet sobie troche  dodalismy, bo teraz juz i Antonka bedzie miala zajecia. Na poczatek Gimnastyka. Oh jaka byla podekscytowana jak poszlismy sie zapisac. Najbardziej fascynuja ja oczywiscie kostiumy. Zakupilismy niebieski, blyszczacy…;) A w sobote, Antosia, ktora zazwyczaj towarzyszy mi w Polskiej Szkole – ni z tego ni z owego stwierdzila, ze ona dzisiaj tez idzie na zajecia. I poszla do klasy dla maluchow. I zostala i swietnie sie bawila;). Smialam sie, ze samo sie dziecko do szkoly zapisalo. Nie wiem czy oznacza to, ze juz dojrzala do tego zeby przesiedziec w klasie 3 godziny. Zobaczymy co bedzie na kolejnych zajeciach. Cieszy mnie to, bo kazdy kontakt z jezykiem polskim na wage zlota bo juz w tej malej glowce rozgoscil sie angielski i najlepiej po angielsku by szczebiotala.

img_1650

A z innych newsow to baba na stare lata oszalala i zaczela biegac. Znaczy sie ja. Znaczy sie biegac to moze za duzo powiedziane, ale truchtam w miare regularnie. W miare regularnie jestem tez obolala;). Zeby juz totalnie sie chyba osmieszyc no i zeby jakis cel miec w tym truchtaniu – 15 lutego startujemy cala rodzina w biegu 5K. Ja pewnie zejde na zawal, a maz moj stwierdzi, ze to byla “niezla rozgrzewka”;). Cel jest szczytny – wspieramy fundacje, ktora pomaga biednym dzieciom – wiec nawet jak polowe przbiegne a reszte przedrepcze to i tak warto. Jak przezyje to oczywiscie wydarzenie opisze;).

Jak styczen to rowniez plany na dalsza czesc roku. Jeszcze nic nie sprecyzowalam, ale musze zaczac planowac kilka wyjazdow sluzbowych, glownie do Azji, rodzinne wakacje – w tym roku spore przedsiewziecie bo robimy cala rodzina rejs po Wietnamie i Tajlandii, jakos trzeba ogarnac wyjazd Amelii do Polski i kilka drobniejszych wyjazdow w Stanach. Musze to oczywiscie wszystko schynronizowac z napietym, jak zwykle, grafikiem Huba, ktory tylko mi hasla jakies rzuca w stylu: Peru, Hiszpania, Tajwan.

img_1634

Photo Credit: lisaisato.no