Espana 2023

Juz naprawde stracilam nadzieje, ze to sie wydarzy, bo nic nam sie nie skladalo. Nie moglismy zgrac terminow ze znajomymi, ktorzy byli rowniez zainteresowani wyjazdem, nie moglismy znalezc biletow w rozsadnej cenie – wiadomo, sezon swiateczny. I tu kudos dla Huba, bo tak pomanipulowal datami i algorytmem, ze znalazl bilety, a znajomi w miedzyczasie odpuscili wyjazd. I w ten oto sposob, moglismy spedzic pierwsze dni nowego roku tam gdzie naprawde czujemy sie jak u siebie, w wyjatkowo cieplej jak na ta pore roku Espanii. W Sylwestra wyladowalismy w Barcelonie. Pierwszym punktem programu byl mecz Barca z Espanyol na slynnym stadionie Camp Nou w Barcelonie. Do konca nie bylo wiadomo czy Lewandowski zagra czy nie. Ponoc ma jakas kare i byl zawieszony na kilka meczow. Cale szczescie pojawil sie i choc nie bylo to jego najbardziej spektakularny wystep i tak fajnie go bylo ogladac. Ogolnie mecz ciekawy, ale jeszcze bardziej ciekawe samo doswiadczenie. Prawie 100 tysiecy kibicow na stadionie, wszyscy mega zainteresowani i zaangazowani w mecz. W zyciu nie slyszalam takiego dopingu, a moj Hiszpanski wzbogacil sie o cala game niecenzuralnych slow;). Zeby byc sprawiedliwym dodam tylko, ze Antonka i ja w drugiej polowie juz wymieklysmy i drzemka nas lapala. Jednak jet lag czasem jest silniejszy od czlowieka i co ja bym oddala za miekka poduszke w tamtej chwili. Zaraz po meczu pojechalismy do hotelu i przytulilismy sie do podusi na kilka godzin, bo przeciez przed nami Sylwester. Juz troszke wypoczeci ruszylsmy do miasta, konkretnie na Plaza Espana gdzie odbywaly sie imprezy sylwestrowe, koncerty, grajace fontanny a na koniec, o polnocy cudowny pokaz fajerwerkow, szczerze mowiac chyba jeden z lepszych jakie w zyciu widzialam. I po raz kolejny tego dnia zadzialala psychologia tlumu, bo tlumy rzeczywiscie byly nieziemskie, i swietowalismy przyjscie Nowego Roku wsrod tysiaca nieznajomych ludzi, ktorzy na ta jedna magiczna chwile staja sie sobie bliscy. O polnocy, gdy w tle strzelaly fajerwerki i korki od szampanow, symbolicznie zjedlismy 12 winogron – co wedlug hiszpanskiej tradycji zapewnic ma nam pomyslnosc na Nowy Rok. Jak juz umilkl sylwestrowy zgielk wrocilismy do hotelu i z przyjemnoscia oddalismy sie w objecia Morfeusza. W Nowy Rok opuscilismy Barcelone i przemiescilismy sie do Walencji. Fajne, nowoczesne miasto, choc rowniez Starowke maja piekna. Przez dwa dni zwiedzalismy ile sie dalo. Duze wrazenie zrobilo na nas piekne Oceanarium oraz okolica wokol Muzeum Nauki. Dzieki TikTokowym rekomendacjom, Amelia zabrala nas do fajnej restauracji Voltereta – gdzie zmysly wariuja gdy ‘przenosimy sie w czasie’ do Nowego Jorku lat dwudziestych. Jedzenie moze nie jakies wykwintne, ale samo doswiadczenie oraz przejscie przez whikul czasu naprawde ciekawe. Z Walencji kierujemy sie na poludnie, do Andaluzji, tak naprawde celu naszego pobytu.

Przez kolejne dni siedzimy w Roquetas, ale jak to my tak na miejscu usiedziec nie potrafimy, dlatego w zasadzie kazdego dnia robimy wycieczki po okolicy. Ogladamy piekne klify w Almerii i ulubiony port w Aguadulce. Spacerujemy po plazy w Roquetas czy szukamy stadniny koni gdzies w gorach, bo tak nam podpowiadal internet;). Kolejnego dnia zalatwiamy troche spraw w Motril aby pozniej klapnac na lunch ze znajomymi w przepieknie polozonej Salobrena. Korzystajac z cudnej pogody i swiatecznego nadal klimatu, zapuszczamy sie az pod sama Malage, do Nerja, zeby zobaczyc slynny ‘balkon Europy‘, czyli przepiekny taras widokowy czy poplatac sie po slicznych, waskich uliczkach w miescie. Swieto 3 Kroli to najwazniejszy dzien Swiat Bozego Narodzenia dla Hiszpanow. Nie Wigilja, nie Boze Narodzenie, ale wlasnie 6 stycznia to apogeum swiateczne. Juz od 5 wieczorem w miastach odbywaja sie slynne parady 3 Kroli. W/g tradycji to krolowie wlasnie przynosza prezenty, wszedzie panuje taki wlasnie ‘przedswiateczny’ gwar, pelno ludzi na ulicach, sklepy otwarte do polnocy, knajpy pelne. Pojechalismy do Granady na to wlasnie swietowanie przyjscia 3 Kroli (El Día de los Reyes Magos). Obejrzelismy parade, dzieciaki pozbieraly sobie cukierki rzucane, w/g tradycji w tlum podczas tej parady. Wieczorkiem przycupnelismy sobie w centrum na kolacje i obserwowalismy przez okno zabieganych Hiszpanow i pozostalosci po paradzie. Tak jak wpominalam, 6 stycznia to wielkie swieto w Hiszpanii, wszystko zamkniete, a Hiszpanie spedzaja je z rodzinami, otwieraja prezenty i jedza specjalnie na ta okazje upieczone ciasto, Roscon de Reyes.

My zdecydowalismy, ze bedzie to najlepsza okazja zeby wyruszyc w gory Sierra Nevada na narty. Bardzo nam sie podobaly stoki w Sierra Nevada, dobra organizacja, fajne szlaki i piekna, sloneczna pogoda. Antosia poszla do szkolki na pierwsza polowe dnia. Obawialam sie troche jak ona sobie tam poradzi i czy sie nie zniecheci do nart. Wrecz przeciwnie, odebralam ja z usmiechem na ustach i ochota na dalsze zjezdzanie. Nie podobalo jej sie tylko to, ze bylo sporo malych dzieci, no bo przeciez ona juz duza i z maluchami nie bedzie zjezdzac;). Miala fajnego trenera, poklepywal ja ciagle po plecach, “good job Anto”, powtarzal;). Kolejne kilka dni spedzamy stacjonarnie w Roquetas. Jednego dnia wybieramy sie na golfa. Nie moglismy po prostu darowac sobie pospacerowania po przepieknym polu golfowym w Almerimar. Dziewczyny poszly na lekcje, a my z Hubem cwiczylismy kolejne ‘chwyty’. Kto by pomyslal, ze przy golfie naprawde mozna sie zmeczyc;). Chetnie klapnelismy sobie w przytulnej knajpce z widokiem na morze. Spodobal nam sie bardzo ten Almerimar, nawet bardziej niz Roquetas. Chetnie tu jeszcze wrocimy.

Na koniec, zahaczajac jeszcze o Walencje i Tarragone wracamy do Barcelony. Dopiero teraz mamy konkretne kilka dni by pozwiedzac miasto i poczuc jego atmosfere. Barcelona nie zawodzi. Roznorodnosc atrakcji niemalze przytlacza, nie wiadomo co ogladac najpierw. Jest mnostwo historii, piekna architektura z mocnymi wplywami modernizmu i Gaudiego. Sa parki, ogrody, mnostwo zieleni. Sa muzea, teatry, mnostwo wydarzen kulturalnych. Jest w koncu porzadny shopping;). Udalo nam sie zaledwie liznac tego wszystkiego a i tak bylo super. Olbrzymie wrazenie zrobila na mnie Sagrada Familia, zaprojektowana przez Gaudiego i nadal nieukonczona katedra. W glowie sie normalnie nie miesci, jak mozna kazdy szczegol tak przemyslec i zaplanowac, jak kazda kolumna, kazde okno ma swoj cel, jak pieknie odbija sie swiatlo, jak cudownie roznosi dzwiek. Dobrym posunieciem bylo skorzystanie z autobusu wycieczkowego, tzw. “Hop on/Hop off”. Obwiezli nas niemalze po calym miescie, zatrzymujac sie przy kazdej ciekawej atrakcji, przy okazji opowiadajac historie miasta i jego zabytkow. Jest to dobra opcja jak sie ma malo czasu oraz atrakcja sama w sobie dla dzieciakow. Oprocz Sagrada, odwiedzilismy slynny deptak, La Rambla, dzielnice gotycka czy port, na zachod slonca wjechalismy na wzgorze Mont Juic, z ktorego rozciaga sie cudowna panorama na miasto. Obejrzelismy palac i jego okolice oraz slynne domy Gaudiego – Casa Batllo i Casa Mila. Jedno popoludnie zarezrwowalismy sobie na zakupy. Skonczylo sie jak skonczyc sie musialo, zakupem dodatkowej walizki;). No, ale jak oprzec sie swietnym przecenom w Zarze, gdzie europejski styl kusi swoja odmiennoscia. Kolejna udana wyprawa do Hiszpanii za nami, jak zwykle pozostaje niedosyt i super wspomnienia.

Podsumowanie 2022 – That is Life

2022 za nami. Byl w miare normalnym rokiem. Moze troche bylo mniej podrozowania, bo czasy jeszcze popandemiczne, nieco niepewne, ale ogolnie nie mozemy narzekac. Bylo wprawdzie troche zawirowan zdrowotnych w rodzinie, ale na koniec roku wszyscy wyszli na prosta i mozna powiedziec, ze na ‘plus dodatni’;). w 2022 odeszla od nas babcia Gertruda i choc dozyla pieknego wieku, ciezko pogodzic sie ze strata bliskiej osoby. Zawodowo, zadne z nas nie zmienilo pracodawcow, co w dzisiejszych czasach jest prawie ewenementem. Wielu naszych znajomych zmienilo prace w ostatnim czasie. Na Hubowym uniwerku w zasadzie nie ma tygodnia zeby ktos nie odszedl. O ile od czasu do czasu kusi mnie zeby gdzies zielensze pastwiska znalezc, natychmiast przypominam sobie jak mi dobrze w mojej firmie, jak juz wszystko znam na wylot, i klientow i problemy i szefostwo. Z drugiej strony ciagle cos nowego wpadnie, ciekawa sprawa w roznych zakatkach swiata. Otwieramy spolke w Wietnamie, zamykamy gdzies w Europie. Tu nam produkt kopiuja, tam jakis niesolidny dystrybutor nie zaplacil nam za towar. Czlowiek nie moze spoczac na laurach, musi sie ciagle uczyc – co czyni te prace ciekawa. Mysle, ze Hub podobnie. Czasem kusi go korpo, ale jednak praca na uniwersytecie ma wiele zalet. O ile poprzedni rok byl jeszcze w miare stacjonarny, to 2023 zapowiada sie u niego na walizkach.

Jezeli chodzi o podroze to 2022, jak juz wspomnialam, byl ciut ciut spokojniejszy. Odpadlo chociazby podrozowanie sluzbowe i u mnie i u Huba. To prawdopodobnie zmieni sie w 2023. Nie mniej jednak udalo nam sie wcisnac kilka wyjazdow, w roznych konfiguracjach rodzinnych. I tak na przyklad w Polsce, kazdy z nas byl w zeszlym roku w innym terminie

W marcu Hub polecial z tata do Hiszpanii. Troszke w ramach przerwy miedzysemestralnej, a troszke ‘w interesach’;). W kwietniu odeszla kochana nasza Gertruda. Przezyla 94 lata, wiekszosc w dobrym zdrowiu i dobrym nastroju. Kochana, fajna babcia, z ktora mozna bylo pozartowac napic sie dobrego francuskiego wina albo mega mocnej kawy. Zamknal sie kolejny rozdzial naszego zycia. Juz nie mamy zadnej babci/dziadka. W zwiazku z pogrzebem babci, rodzice i Hub polecieli w kwietniu do Polski. Na przelomie maja/czerwca dane nam bylo wspolnie, cala rodzina poleciec do Hiszpanii na 2 tygodnie. Super czas spedzony na zwiedzaniu, glownie Andaluzji, czyli naszego ulubionego regionu Espanii. Zwiedzilismy od nowa Granade, Malage. Poznalismy nowe zakatki, jak Cabo de Gata, przepiekny park narodowy na samym wybrzezu. W ogole poruszalismy sie wzdluz wybrzeza od Malagi po Almerie, zatrzymujac sie w malych, urokliwych miejscowosciach. Najwiecej czasu spedzilismy w Roquetas de Mar i Aguadulce, ktore stalo sie naszym drugim domem. Po powrocie, Hub uczyl cale lato, nie moglismy wiec nigdzie wyjechac na dluzej, ale kazdy weekend spedzalismy aktywnie. Byl wiec wypad na dlugi weekend do Austin, byl park wodny Kalahari, byly wycieczki za miasto i nad jezioro. W lipcu Amelia wybyla do Polski, gdzie spedzila caly miesiac. Antonia chodzila na polkolonie w miescie organizowane przez Kidventure, ktore uwielbiala. Tez staralismy sie wyskoczyc lokalnie tu i owdzie, a ja spedzilam sobie super babski weekend u Izy w Houston. Sierpien przyniosl kolejne przetasowania: z Polski przylecialy moje kochane Merykejki, a tuz po ich wyjezdzie wrocila Amelia. Pod koniec miesiaca to ja, natomiast, polecialam do Polski na wesele Oli i Tomka. Pobyt mi sie troche przedluzyl, gdy okazalo sie na miejscu, ze mama miala wypadek, spadla ze schodow i poturbowala sie niemilosiernie. Zostalam z mama na 2 tygodnie. Na cale nasze szczescie przez ten czas mama wrocila na tyle do siebie, ze z czystym sumieniem moglam ja zostawic sama. Oczywiscie nieoceniona tutaj byla pomoc braci moich przyrodnich i ich zon, ktorzy pomagali i nadal pomagaja mamie. We wrzesniu powitalismy kolejny rok szkolny. Antonka zaczela pierwsza klase, a Amelia dziesiata. Obydwie plywaja, Antonka gra na pianinie, a Amelcia kontynuuje nauke Chinskiego. Z rozkladu, po wielkich debatach, odpadla matematyka w rosyjskiej szkole. Pazdziernik zazwyczaj jest u nas bardzo stacjonarny, bo na ten wlasnie miesiac przypada zazwyczaj caly wysyp jesiennych imprez, w stylu biwaki, koncerty, czy Homecoming. W tym roku z wielka pompa swietowalismy rowniez 20 rocznice slubu przyjaciol, Rebecci i Michaela. W listopadzie ponownie ruszylismy w droge. Glownie na lotnisko;). Najpierw powitalismy kolege z Singapuru, ktory spedzil z name 5 dni. Tuz za nim, z Polski przylecieli Anetka i Konrad. Troszke sobie pojezdzilismy po Dallas i Texasie: Austin, Houston, Fort Worth. Hub, z kolei, wybyl do Europy. Najpierw tydzien spedzil na konferencji w Katowicach. Kolejne dwa tygodnie na wykladach w Wilnie. W grudniu rowniez sporo sie dzialo, glownie spotkania za znajomymi, koncerty i wszelkie inne wydarzenia okoloswiateczne. Swieta minely spokojnie w rodzinno-przyjacielskim gronie. Stary Rok pozegnalismy w wielkim stylu na ulicach Barcelony… ale o tym, drogie dzieci, w kolejnym odcinku;). Minal nam ten rok dosyc szybko i dosyc intensywnie.

Byly wzloty i upadki. Mama moja poturbowala sie, jak wspomnialam, a tesciu przeszedl zabieg na serce. Gdzies tam po drodze kazdego z nas dopadly jakies wirusy czy bakterie, wlacznie z tym najbardziej popularnym;). Wszyscy jednak wyszli na zdrowotna prosta i oby gorzej nie bylo. Mysle, ze dostalismy zdrowa dawke stresu czy rozczarowan, ale chyba wiecej bylo tych dobrych chwil i pozytywnych emocji. No ale jak to mowia, czy spiewaja, “that’s life”. I jak sie padnie na twarz, to natychmiast trzeba sie podniesc i isc dalej. No i koniecznie trzeba probowac, bo lepiej zalowac, ze nie wyszlo, niz ze sie nawet nie sprobowalo. I my rowniez kilka takich ‘eksperymentow’ w 2022 zaliczylismy. Cos wyszlo, cos nie wyszlo, ale o ile bogatsi jestesmy o doswiadczenia. I jak nic pasuje mi do tego zeszlorocznego podsumowania stara piosenka piekne odswiezona po polsku przez Kube Badacha i innych. Wymowne slowa ponizej:

That’s Life, Choć już każdy o tym wie,
Gdy przenosi góry w kwietniu, w maju jest na dnie
Żeby umieć wrzucić drugi bieg Znowu w czerwcu móc się wysoko wznieść

That’s Life, Choć żałosne zdaje się być Że niektórych cieszy gdy Spada ktoś na pysk
Ale nie dam się, nie dam ściągnąć w dół Bo staruszek świat, ciągle kręci się tu

I’ve been a puppet, a pauper, a pirate, a poet
A pawn and a king I’ve been up and down and over and out
And I know one thing Each time I find myself Flat on my face
I pick myself up and get Back in the race

That’s Life Już to wiem, niezaprzeczalnie
By nie poddać się skarbie Słuchać serca, nie skończyć marnie
 Nie spróbować tego chociaż raz, to wielki żal
Wziąłbym orła skrzydła, ruszył w dal

I’ve been a puppet, a pauper, a pirate, a poet
A pawn and a king I’ve been up and down and over and out
And I know one thing Each time I find myself Flat on my face
I just pick myself up and get Back in the race

That’s Life, to niezaprzeczalne
Wtedy gdy przed głową ścianę masz, serce to ogarnie
And if there’s nothing shaking come this here July
W końcu się zwinę w kłębek Już na zawsze zniknę stąd

Cala piosenka “That’s Life” do posluchania tutaj

Boze Narodzenie 2022

Jestesmy juz w domu. Nalezy sie wiec troche bloga odkurzyc, opisac co w ostatnich dniach sie u nas dzialo.

Za nami kolejne Boze Narodzenie. Kolejne mile chwile spedzone w gronie rodziny i przyjaciol. I czasem tak sie zastanawiam, ze mimo wszystko jestesmy szczesciarzami, ze nawet z dala od Polski potrafilismy sobie stworzyc taka prawdziwa, polska, swiateczna atmosfere. Ze sa z nami ludzie na wskros oddani i zyczliwi. I piekne sa takie chwile, gdy wspolnie siadamy do wieczerzy wigilijnej, gdy skladamy sobie zyczenia, gdy czasem poplyna lzy wzruszenia a czasem padna salwy smiechu. Mam nadzieje, ze dzieciaki zapamietaja taka wlasnie rodzinna atmosfere swiateczna, gdy juz wyjda z domu. Wigilja u nas, jak zwykle, tradycyjna. 12 lub wiecej dan, ryby, pierogi, barszcz z uszkami, salatki, sledzie. Wigilje w tym roku spedzilismy z Aga, Arkiem i ich chlopakami. Tradycyjnie przyjechali Houstonczycy, przyszli rodzice. Byla nas w sumie niezla gromadka, ale dzieki temu bylo wesolo i milo. W Boze Narodzenie male przetasowanie i wszyscy spotykamy sie u Agi i Arka. Dojechala rowniez Agatka ze swoja rodzina i Ania i Artur. Cudowny wieczor swiateczny, pyszne jedzenie i to cudowne swiateczne zamieszanie, ktore wlasnie w te dni ma taki fajny urok. Tydzien miedzyswiateczny niestety pracowalismy, ale urywalismy sie troche wczesniej zeby cos z dziewczynami zrobic. Hub zabieral je na lyzwy, razem wyskoczylismy na jakies poswiateczne zakupy, Amelia spotykala sie z kolezankami, a maly szczeniaczek wiekszosc czasu spedzil z dziadziusiem;). Pod koniec tygodnia szybkie pakowanie, ostatnie rezerwacje atrakcji w Hiszpanii i juz nas nie ma. Mile zakonczenie swiatecznego sezonu.

Sezon Swiateczny

Sezon swiateczny uwazam oficjalnie za otwarty. Hub wrocil caly i zdrowy z Europy, a w druga strone rowniez szczesliwie odlecieli moi goscie. I choc smutno tu bez nich, ciesze sie, ze moglismy spedzic sobie te fajne chwile. Tymczasem, juz na powaznie, szykujemy sie do Swiat. W tym roku, tradycyjnie, Wigilie spedzimy w domu, przyjada Houstonczycy. W Boze Narodzenie wybieramy sie do znajomych, a na samego Sylwestra i pierwsze dni stycznia mamy zaplanowany wyjazd do Hiszpanii.

Jak co roku, za nami Swiateczny Kiermasz polskiej szkoly oraz Mikolaj szkolny. Cala uroczystosc odbyla sie w polskim kosciele w Dallas. Dzieciaki zadowolone na maxa, a przeciez o to w tym wszystkim chodzi. Troche pracy wlozylismy, nie powiem, w przygotowanie Mikolajek, bazaru oraz cieplych posilkow i ciast – ale czego sie nie robi dla dobrej idei i polskiej szkoly. Sama upieklam szarlotke i pomagalam przy bazarze. Ruch w interesie byl nawet niezly, szkola zarobila sobie troche dodatkowych funduszow. Zaangazowalam rowniez moja Ami, bo rak do pracy nigdy za wiele. Antonka skrzetnie skorzystala z kazdej atrakcji w stylu malowanie twarzy, goraca czekolada czy malowanie bombek. Wygrala rowniez konkurs na najladniejsza kartke swiateczna sponsorowany przez konsulat. No nie powiem, napracowalismy sie nad ta kartka co nie miara, bo wymyslilysmy z Antonka choinke z patyczkow. Oh, ile to bylo roboty z przyklejaniem, docinaniem, malowaniem. Ale efekt bomba! I Jury docenilo i pierwsza nagrode przynalo! Normalnie Marta Stewart by sie za mnie nie musiala wstydzic;).

Idac za ciosem, konsekwentnie realizujemy nasze doroczne okoloswiateczne tradycje. Tradycyjnie juz obejrzelismy przepiekne przedstawienie “Gift of Christmas”. Tak jak juz wielokrotnie sie rozplywalam na temat tego wydarzenia, podobnie i w tym roku przedstawienie po prostu “WOW”: 1000 ludzi na scenie, w tym chor, orkiestra, aktorzy, solisci; z nieba fruwajace anioly i Mikolaj odfruwajacy na saniach hen gdzies w przestworza. Fajerwerki, sztuczny snieg, a na zakonczenie zywa szopka z egzotycznymi zwierzetami, wielbladami, lamami, etc. Przepieknie!

W pracy kilka sluzbowych lunchow/spotkan swiatecznych. Wszystkie mile. Fajnie zobaczyc ludzi po dlugiej przerwie, niektorych nie widzialam od poczatku pandemii. W naszym zespole rowniez wymienilismy sie prezentami i zjedlismy swiateczny lunczyk. Juz tak zzylam sie z tymi ludzmi, ze traktuje sie ich prawie jak czlonkow rodziny. Naprawde zgrany z nas zespol, szef twierdzi, ze najlepszy legal team w historii firmy;).

W domu takze zaczyna pachniec swietami. W przenosni i doslownie. Ubralismy choinke, udekorowalismy dom, a niezawodny dziadzius pieknie zainstalowal swiatelka na zewnatrz, i swiecimy sie swiatecznie juz z daleka. Cale sobotnie popoludnie lepilam pierogi – co tez jest moja wlasna tradycja swiateczna – pierogi robie raz w roku, na swieta wlasnie. Nie powiem, zeby bylo to moje ulubione zajecie, a i wprawy nie mam, ale pierogi z kapusta i z grzybami na swieta musza byc. A i grzyby mam w tym roku nie byle jakie, bo osobiscie zebrane przez moja Anetke w ojczystych lasach, to wiadomo smakuja najlepiej;).

W wolnych chwilach – ktorych tak bardzo nam brakuje – ogladamy oswietlone miasto, udekorowane dzielnice handlowe czy mall-e. Bozonarodzeniowe Dallas jest piekne, uroczyste, oswietlone i udekorowane. To trzeba przyznac. Niestety malo mam wolnego na te Swieta, urlop juz dawno wybrany, razy trzy;). Pozostaje cieszyc sie dlugimi weekendami i z niecierpliwoscia czekac na wyjazd do Hiszpanii na poczatku stycznia.

Hub – Polska i Litwa

W tym czasie gdy goscili u nas Anetka i Konrad, Hub wybyl w ich rejony, do Polski i na Litwe. Najpierw tydzien spedzil w Katowicach na konferencji, w ktorej uczestniczyl rowniez Mike inny profesor z Hubowego uniwerku. Swoja droga, Mike to dosyc znany ekspert w swojej dziedzinie i Katowice cieszyly sie bardzo, ze Mike zgodzil sie wystapic na ich konferencji. Mikowi Polska, w ktorej byl zreszta po raz pierwszy, bardzo sie spodobala. Szczegolnie Krakow i Zakopane. Hub nie tylko uczestniczyl w konferencji, ale rozniez robil za szofera i przewodnika turystycznego;). Wszystko fajnie wyszlo, udalo sie zobaczyc co tam sobie zaplanowali i na koniec tygodnia Hub pozegnal Mika i jego zone i polecial do Wilna.

W Wilnie, tak juz tradycyjnie – bo Hub jezdzi tam od 5 lat – Hub prowadzil wyklady dla studentow na jednej z uczelni. Przygoda fajna, studenci w tym roku rowniez fajni, ale generalnie ta Litwa to sie juz Hubowi przejadla i jest duza szansa, ze tegoroczyny wyjazd bedzie jego ostatnim. Nie tylko o tej porze roku pogoda jest w Wilnie beznadziejna, samo Wilno tez szybko powszednieje, jak juz sie zaliczy glowne jego atrakcje. Do tego dochodzi teraz bliska odleglosc od Rosji i Ukrainy, i summa summarum ta Litwa staje sie coraz mniej atrakcyjna.

Anetka & Konrad

Ajaj, zaleglosci sie pietrza, za chwile Swieta i wszelkie swiateczne imprezy, a tymczasem ostatnio tyle sie u nas dzialo, ze nie sposob nie wspomniec. Goscie zjechali do nas zza wielkiej wody, tymczasem Hub wybyl za wielka wode do Polski i na Litwe, za nami Swieto Dziekczynienia, a nawet dwa i juz pelna para rozpoczelismy tegoroczny sezon swiateczny. Ale po kolei.

Nareszcie dotarli do Teksasu Anetka i Konrad, bliscy przyjaciele z Polski. Pisze, nareszcie, bo probowalismy te wizyte doprowadzic do skutku od 2019 roku, kiedy po raz pierwszy zakupili bilety. Ale zawsze cos wchodzilo w droge, az w koncu pandemia polozyla lape na podroze na prawie 3 lata. No ale, co sie odwlecze to nie uciecze i cale szczescie tym razem nic nie stanelo na przeszkodzie i moi zacni goscie wyladowali na Texanskiej ziemi. Spedzilismy sobie cudowne 2 tygodnie i choc pozostal niedosyt, ze jeszcze tyle by sie chcialo razem zrobic, zobaczyc, doswiadczyc, to i tak bylo super, a wspomnienia pozostana nam na zawsze, lub mam nadzieje, do kolejnego razu!

Pozwiedzalismy troche Dallas, zaliczylismy glowne atrakcje, muzea, biblioteke prezydencka G. Busha, muzeum JFK, przejechalismy sie historycznym tramwajem po Dallas. Udalo nam sie zobaczyc mecz koszykowki NBA, kilka koncertow, w tym przefajny koncert Dallas Symphony. Oczywiscie odwiedzilismy rowniez Fort Worth, slynna kowbojska dzielnice Stockyards. Jako, ze powoli zaczynal sie sezon swiateczny, podziwialismy swiateczna dekoracje w stolicy Swiat Bozego narodzenia – Grapevine, gdzie rowniez wpadlismy do hotelu Gaylord na wystawe rzezb lodowych.

Na dluzszy weekend wybralismy sie do Austin i Houston. W Austin oczywiscie obowiazkowa wizyta na Texanskim Kapitolu i ogolne zwiedzanie miasta. Houston, to wiadomo – Centrum Badawcze NASA. Jako, ze pogoda nas nie rozpieszczala, imponujace centrum miasta obejrzelismy zza szyby samochodu, zatrzymujac sie jedynie na goraca kawe. Z przyjemnoscia wielka klapnelismy przemoczeni na kanapie przy kominku u znajomych Izy i Pawla.

Dwa tygodnie to zdecydowanie za malo zeby sie nagadac i nacieszyc soba, ale wdzieczna jestem przeogromnie Anetce za ta wizyte i za te wspolne chwile. Ciesze sie, ze moglam pokazac im ‘moj’ Texas i kawalek mojego zycia. Naprawde mam przeczucie, ze nie bedzie to ich ostatnia wizyta w USA. Kolejnym razem planujemy podboj Kalifornii;). Tymczasem pozostaja wspomnienia i tysiace zdjec!

Uroki Jesieni

Bardzo lubie tutejsza, Texanska jesien. Moze dlatego, ze jest taka krotka, ulotna? Moze dlatego, ze pogoda jest przepiekna, delikatnie ciepla, ale widok za oknem iscie jesienny? Moze te szybko zmieniajace sie kolory, spadajce z drzew liscie, zapowiedz zmiany? Moze ta cala dyniowo-jesienna dekoracja? A moze wszystko po trochu sprawia, ze jesien w Texasie jest moja ulubiona pora roku. I tylko trzeba sie natychmiast w te jesien zanurzyc, bo umknie, zniknie tak szybko jak sie pojawila. Dynie zgnija, dekoracje szybko zamienia sie na swiateczne, ewentualnie jakies indyki tu i uwdzie sie pojawia. I po jesieni zostanie…. wspomnienie.

Dlatego, staramy sie korzystac z tej jesieni i z tej cudownej pogody na maxa. Czasu nie ma zbyt duzo, ale w kazdy weekend staramy sie wcisnac spacer, wypad do parku lub na ‘pumpkin patch’ – czyli specjalnie przygotowane pola dyniowe. Nie tylko mozna sobie troszke odpoczac, poobcowac z natura, ale rowniez zdjecia cpykane w takiej scenerii sa zawsze najpiekniejsze. O ile tylko nam sie udaje, co roku o tej porze odwiedzamy Dallas Arboretum – przepiekny ogrod botaniczny. O tej porze wlasnie przepieknie udekorowany jest dyniami, chryzantemami i kolorowa roslinnoscia. Uwielbiam to miejsce o kazdej porze roku, ale w pazdzierniku jest najpiekniejsze. Naprawde mozna sie fajnie zrelaksowac, zrobic sobie maly piknik na trawie, posluchac muzyki w amfiteatrze, popatrzec na drzewa, rosliny ale tez i na ludzi, ktorych w weekendy nie brakuje. Ciesze sie, ze moja rodzina daje sie na takie wypady namowic.

Jesienna gonitwa

Wiedzialam, ze tak bedzie. Pazdziernik mignal tylko przed oczami. Dzialo sie jednak sporo.Od weekendu do weekendu, czasem mam wrazenie, ze gonimy wlasne ogony. Jak co roku, Polska Szkola zorganizowala biwak jesienny. To sa zawsze swietne imprezy. Dzieciaki maja okazje wybiegac sie po parku nad jeziorem, dorosli nadrabiaja zaleglosci przy kielbasce i piwie. Jest niezawodny Maciek z gitara i 300 stronicowy spiewnik, ktory zazwyczaj udaje nam sie “przerobic” przez caly wieczor i polowe nocy. Nie zostalismy w tym roku na noc, bo niedziele mielismy juz zaplanowana. Ale chyba dobrze sie stalo, bo deszcz lunal gdzies nad ranem i zmoczyl obozowiczow. Kto byl to wie, ze skladanie namiotu w strugach deszczu do przyjemnych nie nalezy.

Za nami rowniez Ameliowy Homecoming, czyli doroczna szkolna zabawa. W tym roku, jak sie okazuje, obciachem jest isc na potancowke – w/g niepisanych zasad – na potancowke chodza pierwsze klasy i ostatnie. Wszyscy inni organizuja sobie czas na wslasna reke. Amelia ze swoja grupka spotkala sie u kolezanki na makijaze i strojenie sie, pozniej pojechali na zdjecia do parku, nastepnie na kolacje do wloskiej knajpki a na reszte wieczoru do Top Golf gdzie mozna pograc w mini golfa czy inne gry. Zwieczeniem wieczoru byla calonocna posiadowka u kolezanki. Mlodziez wybawiala sie wysmienicie. Maja piekne zdjecia w galowych sukienkach i wspaniale wspomnienia. Ach ta mlodosc!

Antosia z kolei ma juz za soba pierwszy, powazny wystep z pianina – konkurs mlodych talentow;). Wszyscy, wlacznie z sama zainteresowana, pekamy z dumy bo Antonce poszlo bardzo dobrze, dostala pierwsze miejsce, nagrode, dyplom. Przed nami jeszcze test z teorii muzyki. Antosia przyklada sie sumiennie do tego pianina, robi spore postepy. Ciesze sie, bo muzyka jest bardzo wazna w zyciu i im wczesniej sie ja polubi i zrozumie tym lepiej.

Miedzy tymi wydarzeniami, ktore i tak zazwyczaj odbywja sie w weekendy, trzeba jeszcze wcisnac tzw. proze zycia: urodzinowe party kolezanki, spotkanie klubu plywackiego, szczepienia, szybki shopping, polska szkole, niedzielna msze i religie. Uff, czasem naprawde czuje sie jak kierowca Ubera, odbywajacy kolejne kursy. Nie narzekam jednak, mysle, ze wiekszosc rodzicow ma podobnie. Ciesze sie, ze dziewczyny chetnie sie angazuja w rozne wydarzenia, ze buduja przyjaznie, ze zbieraja doswiadczenia i kolekcjonuja wspomnienia. A od czasu do czasu ulegna nawet i moim pomyslom na jesienna sesje zdjeciowa czy spacer po ogrodzie botanicznym.

Imprezowy Pazdziernik

Zanim i pazdziernik mi umknie, spiesze odnotowac co nastapilo. Wyrwalismy sie z wrzesniowego lelum polelum i od razu wskoczylismy w imprezowy poczatek pazdziernika. Najpierw babskie wyjscie z dziewczynkami – fajny wieczor na pogaduchach przy winku, a przy okazji odswietowane urodziny Kasi. Ach jak dawno na takiej babskiej imprezie nie bylam. Dynamika takich spotkan jest zupelnie inna, a i tematy poruszane rowniez. Jak mozna sie domyslic, najpierw kazda rozprawia o dzieciach: opowiesci o osiagnieciach ale rowniez analizowanie problemow, roznych etapow dorastania. Jak nic sprawdza sie przyslowie “Male dzieci maly klopot, duze dzieci duzy klopot”. Nawet jak wyjda z domu i sobie jako tako radza i tak matka sie martwi. Pozniej troche o mezach, wiadomo;), a na deser pikantne opowiesci naszej singielki ze swiata Tindera. Jeez, Gosia ksiazke powinna napisac o tych randkach i kandydatach i profilach na portalach randkowych. Konkluzja troche smutna, ze trudno o normalnego faceta, coraz wiecej “weirdos” i zwyklych oszustow, nie tylko matrymonialnych.

Amelia wymyslila wyjscie na Koncert Pitbulla. Jeszcze troche mamy obawy, zeby ja sama czy z kolezanka na takie imprezy puszczac, a ze i tak trzeba ja zawiezc/przywiezc, wiec i my z Hubem na koncert sie zalapalismy. Dolaczyli jeszczce znajomi, Rebecca i Michael z rebiata, sklad byl wiec fajny. Nie powiem, Pitbull zapewnia rozrywke, fajne ma te kawalki, znane, wiec milo sie ogladalo. Zdecydowanie obnizalismy srednia wiekowa na koncercie, a uszy niemalze odpadaly od wrzaskow nastoletnich fanek! Nie mniej jednak koncert fajny.

Kolejna impreza, ktora zaliczylismy w zeszlym tygodniu byla Rocznicowa impreza z okazji 20 lecia malzenstwa Rebecci i Michaela. To nasi bliscy przyjaciele, cudowni ludzi. Cudowna tez byla impreza, z tzw. pompa. Fajna eventowa przestrzen, piekne dekoracje, dbalosc o szczegoly, wszystko dobrane kolorystycznie i zaplanowane. Swiatla, DJ, przekaski, pelny bar, gadzety – wszystko spersonalizowane na okazje i pieknie przygotowane. Jezeli juz mialabym sie do czegos przyczepic to jedzenie. Takie sobie, jakas pasta, jakies fajitas, ale nic specjalnego. No ale wybawic sie wybawilismy, poznalismy troche nowych ludzi, pogadalismy ze starymi znajomymi, a przede wszystkim toasty wznosilismy za Rebecce i Michaela, za ich zwiazek i za kolejne, cudowne lata.

Na deser zostawilismy sobie swietowanie urodzin tescia. Najpierw w naszym swojskim gronie w sobote, a w niedziele przyszli znajomi i juz jak sie nalezy urodziny dziadziusia zostaly odcelebrowane;). Byly toasty, pyszne jedzenie i tort przygotowany przez tesciowa. Dziewczynki przygotowaly kartki i dekoracje balonowa, mysle ze jubilat byl zadowolony.

Uff, duzo sie dzialo, troche tempo nam podkrecil ten pazdziernik. Nie zapowiada sie o wiele wolniej w kolejnych tygodniach, wszystkie weekendy do konca listopada sa juz wypelnione. A wiadomo, nasze zycie to od weekendu do weekendu. Jeszcze musze gdzies jakies wyjscie z dziewczynami na dyniowo-jesienne zdjecia wcisnac, zanim zaleja nas dekoracje swiateczne.

Wrzesien

Jakos tak umknal mi ten wrzesien w tym roku. Rzucilismy sie w wir zajec, pracy, szkoly dzieci i trudno sie zatrzymac, chocby zeby na bloga cos wrzucic. Tydzien za tygodniem mija. Wiekszosc czasu pracuje z domu i przyznam, ze jestem tym troche znuzona. Codziennie to samo, po jakims czasie robi sie troche monotonnie. Nie powiem, ze chcialabym sie zamienic na codzienne stanie w korkach i stres, ale brakuje mi troche roznorodnosci. Zaczelam juz sobie cos tam organizowac zeby ta monotonie urozmaicic. Wrocilam na Zumbe. Na razie oczywiscie jest ciezko, miesnie bola, ale wiem, ze z czasem bedzie coraz lepiej. Kilka razy udalo nam sie spotkac ze znajomymi, co zawsze jest fajne i odprezajace. Antonka wyciagnela mnie rowniez na festiwal balonowy. Odbywal sie tam koncerty orkiestry symfonicznej, w ktorej gra Monika, nauczycielka piania i Antonia chciala pania swoja zobaczyc. Nie powiem, fajne wydarzenie, piekne balony, stragany oraz mnostwo atrakcji dla dzieci. Antoska bawila sie swietnie. Ja rowniez z przyjemnoscia posluchalam dobrej muzyki. Moze i dobrze, ze ten wrzesien taki ‘nudniejszy’ i spokojniejszy bo pazdziernik i listopad zapowiadaja sie mega ‘gorace’. Kalendarze juz wypelnily sie wydarzeniami, biwaki, Homecoming, recitale. W listopadzie natomiast zapowiada sie wysyp gosci z Singapuru i z Polski oraz wyjazdy Huba. Zreszta te ostatnie miesiace kazdego roku zawsze sa napiete. Mnostwo jest wydarzen, zajec, konferencji, spotkan sluzbowych i prywatnych. A ze pogoda nareszcie sie troche zrobila normalna, wiec i na zewnatrz chcialoby sie troche czasu spedzic. Lecimy wiec z jesiennym harmonogramem, probujac lapac jakies przyjemne chwile kazdego dnia.