Dlugi Weekend

W calym szkolno-pracowym zaganianiu, fajnie bylo oderwac sie na chwile od obowiazkow. Na pewno z dlugiego weekendu skorzystaly moje dziewczyny., ktore mialy naprawde dluuugi weekend, z wolnym piatkiem i poniedzialkiem. Amelia spedzila sporo czasu z kolezankami, jakies zakupy, pool party, pogaduchy. Antoska biegala po osiedlu z cala osiedlowa armia kumpli i kumpelek. Co chwile, jak huragan, przebiegali i przez nasz dom, pobawili sie z psem i juz pedzili dalej. Rower, rolki, hulajnogi – wszystko bylo w uzyciu. Ja mialam okazje podgonic troszke robote w domu, posegregowac szpargaly, nareszcie sie porzadnie rozpakowac, przeorganizowac pokoj Antoski i ogarnac spizarke, w ktorej wiecznie/zawsze/niezmiennie panuje balagan. Hub tymczasem walczyl z mrowkami dookola domu, pryskal, sypal, polewal roznymi specyfikami. Miejmy nadzieje, ze mrowki sie przestrasza i z naszej okolicy wyniosa. Jak juz ogarnelismy sie w domu, z przyjemnoscia klapnelismy w basenie u znajomych Brazylijczykow, gdzie przypadkiem znalezli sie rowniez nasi wspolni znajomi z Houston. Z jednej imprezy przemiescilismy sie na druga, do Agi i Arka, z ktorymi rowniez poprzedniego wieczoru zaliczylismy super wyjscie na koncert muzyki Latino. Na deser juz totalnie zostalo nam babskie spotkanie z przyjaciolka Rebecca i jej corka, na ktorym najlepiej chyba bawila sie Antonka. Zjadlysmy sobie mily lunczyk i zaliczylysmy prawdziwa sesje fotograficzna bo nasze nastolatki kazaly nam pozowac i ustawiac sie we wszelkich konfiguracjach. Jeszcze Antoska potrzebowala buty, a Amelia jakies kosmetyki, wiec przeciagnelysmy sie po kilku sklepach. Nakarmione, zmeczone bieganiem po sklepach i pozowaniem do zdjec, ale z usmiechem na ustach wrocilysmy do domu zeby oficjalnie zakonczyc dlugi weekend. Fajne sa te chwile spedzone ze znajomymi, z dzieciakami i czasem naprawde trzeba oderwac sie od komputera, wyjsc z domu.

Witaj Szkolo!

Juz ponad miesiac trwa u nas rok szkolny. Nie mialam okazji wspomniec, ze moje panny z zapalem rzucily sie w wir zajec, szkolnych i pozaszkolnych. Nie staram sie byc sarkastyczna – moje dzieci naprawde lubia szkole i zawsze powtarzam, ze szkola Amerykanska jest fantastyczna w tym jak te dzieciaki pompuja, zachecaja, jak wszystko jest w formie zabawy. Na poziomie High School juz moze nie jest to takie “fun”, ale Amelia chetnie angazuje sie w zycie szkolne. Cale zycie towarzyskie rowniez kreci sie wokol szkoly, szkolnej druzyny plywackiej, wspolnego uczenia sie, wspolnych wyjsc na mecze szkolnej druzyny futbolowej, szkolnych potancowek i temu podobnych wydarzen szkolnych. Zeby byc sprawiedliwym, przyznac trzeba, ze w 10 klasie (2ga liceum) jest rowniez sporo roboty. Amelia ma w zasadzie wszystkie klasy na poziomie zaawansowanym, jest wiec sporo nauki, testow, projektow, czytania. Wiekszosci nauczycieli fajnie podchodzi do tematu, potrafi zachecic mlodziez do nauki, do angazowania sie w projekty . Zadarzaja sie i tacy, ktorzy moze troche sie z powolaniem pomylili i zwyczjnie sie na dzieciakach wyzywaja – wiadomo jak to wszedzie.

Antonka jest w pierwszej klasie. Uwielbia swoja pania, dzieciaki w klasie i cala szkolna otoczke. Dzien maja fajnie zorganizowany, sporo przerw, zabawa na zewnatrz, ‘brain breaks’ – czyli szkolne ‘wyglupy’, gdzie dzieciaki moga sie po prostu wyzyc, potanczyc, wykrzyczec – bo przeciez wiadomo, ze 6-7 latki maja niespozyta energie.

Oprocz szkoly, obydwie moje dziewczyny plywaja. Meli, mozna powiedziec, ze zawodowo – bo i w druzynie szkolnej i w klubie. Antonka dopiero przeciera sciezki, ale tez ma treningi dwa razy w tygodniu. Antonka uczy sie gry na pianinie i chodzi do polskiej szkoly. Amelia oprocz plywania rano i wieczorem prawie codziennie, kontynuuje nauke Chinskiego. Do tej pory byla jeszcze matematyka w Rosyjskiej szkole ale w tym roku material zupelnie sie nie pokrywa z matma szkolna i po sporych dyskusjach i debatach postanowilismy zrezygnowac. Troche czasu zostawic trzeba jeszcze na nauke jazdy samochodem, od pazdziernika Meli zaczyna kurs i powoli juz zaczynaja sie wszelkie kursy i przygotowania do wielkich testow SAT, ACT, ktore dzieciaki zdaja w 3 klasie, a wyniki uwzgledniane sa przy przyjeciach na studia.

Sie Wylalo

Sporo ostatnio u nas pada. Widzialam w wiadomosciach, ze sporo zalan i powodzi w okolicy. Nie sadzilam, ze i ja wpisze sie w statystyki. Przychodze ktoregos pieknego, aczkolwiek deszczowego dnia do biura, otwieram moj pokoj, a tu woda sie leje – doslownie- z sufitu. Nie wiadomo jak dlugo ta woda sie saczyla, ale zalala mi biuro doszczetnie. Zniszczone meble, wykladzina przesiaknieta woda, zalany komputer, monitory, telefon. Niewiele sie chyba uda uratowac. Generalnie kazano mi sie spakowac i wyprowadzic na blizej nieokreslony czas. Smutno bylo mi pakowac moj biurowy ‘dobytek’ do pudel i wynosic, ale oczywiscie ogon skulilam i potulnie sie spakowalam. Zalezy mi rzecz jasna zeby mi to wszystko wysuszyli, naprawili, polozyli nowa wykladzine., etc. Jednym slowem moje biuro wymaga generalnego remontu, co zajmie pewnie kilka miesiecy, bo zanim zabiora sie za remont, musza oczywiscie naprawic przeciekajacy dach.

Tak wiec tymczasowo stalam sie “bezbiurowa”, ulokowalam sie w konferencyjnym, ale wyglada na to, ze w najblizszej przyszlosci bede po prostu pracowala z domu.

Edyta – Polska 2022

Z okazji wesela mojej chrzesnicy, Oli, wybralam sie do Polski. Niestety reszta rodziny musiala zostac w domu. Na dobre zaczela sie nam juz szkola, Hub rowniez rozpoczyna kolejny rok akademicki, nie bylo mozliwosci by sie wyrwal.

Podroz nie zaczela mi sie zbyt optymistycznie. Ledwo wyladowalam we Frankfurcie, czekala na mnie wiadomosc od Krzysia. Mama miala kolejny wypadek. Znowu spadla ze schodow. Prawdopodobnie nic nie zlamala tym razem, ale bardzo sie potlukla i rozwalila sobie kolano. Oczywiscie nikt nie lubi takich wiesci. Nagle swiat zatrzymuje ci sie w miejscu, wszystko inne przestaje miec znaczenie. Martwie sie o mame. Ledwo doszla do siebie po zeszlorocznym wypadku kiedy to zlamala sobie obojczyk. A tu kolejny wypadek, kolejne schody, kolejne potluczenia. Martwi mnie to. Bardzo.

Po chwili dostalam kolejna wiadomosc, ze mame przebadali, zaszyli kolano, opatrzyli pozostale potluczenia i prawdopodbnie wypisza ze szpitala. Na cale szczescie nie bylo zlaman, oprocz naruszenia “wyrostkow” w kregoslupie, przez co mama nie byla w stanie chodzic. Niestety trzeba bylo natychmiast zmienic wszystkie plany. Mialam misternie utkany harmonogram na te kilka dni w Polsce, mialysmy sobie z mama pojezdzic tu i tam, razem pojechac na wesele i razem sobie swietowac. Tymczasem mama nie nadawala sie na zadne wyjazdy, a ja nie chcialam jej zostawiac samej bo poczatkowo potrzebowala mojej pomocy zeby przejsc do lazienki czy wstac z lozka. Cale szczescie z dnia na dzien nabierala sily i pod koniec tygodnia podjelysmy decyzje, ze ja jednak to to wesele pojade. Zaraz po weselu wrocilam do mamy, przedluzylam sobie pobyt o kolejny tydzien i zostalam z mama zeby jej troche pomoc. Przyznam, ze byla to najlepsza decyzja jaka moglam podjac. Psychicznie byl to dla mamy niesamowity kopniak, a i ja czulam sie lepiej wiedzac, ze moge pomoc. Przy okazji przeorganizowalysmy troche dom zeby mama miala latwiej sie poruszac, wysprzatalam jej wszystkie katy, zapelnilam lodowke, nagotowalam obiadkow na kolejny tydzien, zorganizowalam pomoc do sprzatania/zakupow, etc. i juz o wiele spokojniejsza wracalam do domu. Takie stluczenia goja sie dosyc dlugo i zajmie to pewnie jeszcze kilka miesiecy zanim mama wroci do formy. Najwazniejsze, ze moze poruszac sie juz o wlasnych silach a w okolo ma dobrych, zyczliwych ludzi, ktorzy sluza pomoca. I tutaj czapki z glow naprawde dla moich braci przyrodnich i ich zon, ktorzy naprawde po raz kolejny staneli na wysokosci zadania i zajeli sie mama.

Caly pobyt – choc przedluzony- przebiegl mi pod znakiem pomocy mamie. Oprocz wesela, nie mialam okazji zbyt wiele zrobic czy spotkac sie ze znajomymi. Ale nie bylabym soba, gdybym “po drodze/przy okazji” nie wstapila do kochanej mojej Izuni w Zawierciu czy dziewczynek moich w Poniatowej. Skorzystalam rowniez z goscinnosci mojej Uli w Warszawie u ktorej nocowalam tuz przed wylotem. Te spotkania takie krotkie, odmierzane w godzinach zeby nie powiedziec w minutach – ale jednak daly mi jak zwykle mnostwo pozytywnej energii – ktorej tak bardzo potrzebowalam. I po raz kolejny, do znudzenia powtarzam, ze tesknie za tymi ludzmi takimi moimi, kochanymi, z ktorymi tak mi dobrze. I wdzieczna jestem za te przyjaznie, ktorych ani czas ani odlglosc pokonac nie daly rady.

Samo wesele fajne, wiadomo polskie wesela sa nie do podbrobienia. Pyszne jedzenie, piekna miejscowka z ogrodem a do tego piekna pogoda. Wesele to rowniez swietna okazja do spotkania z rodzina, z niektorymi po raz pierwszy od 20 lat!

Kolejny rok. Kolejny krok.

Pieknie zaspiewal Kuba Badach, idealnie pasuje mi jego piosenka na moje urodziny, ktore wlasnie za mna:

Kolejny krok pisze drogę mi
Niezdarne są litery moich dni
Po drodze do tego, co jest mną
Cieszę się, że
Jestem i czuję coś…

Tak wiec jestem. I czuje cos. Konkretnie czuje jak kolejny rok zostal mi wyrwany a w “papierach lat przybylo”. Za mna kolejne urodziny, ktore przyblizyly mnie do tej wielkiej “okraglej” rocznicy. Choc mam jeszcze kilka lat z 4 z przodu juz czuje presje;). Urodziny spedzilismy milo w gronie rodzinnym, wpadli tez znajomi. Tesciowa upiekla pyszny tort, dziewczynki moje przygotowaly cudne kartki, bardzo mi bylo milo. W moja strone poplynely zyczenia z roznych zakatkow swiata, wirtualne toasty w wielu jezykach, a nawet 100 Lat w super, rodzinnym wykonaniu przyjaciol, ktorzy w srodku nocy zmontowali mi taka muzyczna niespodzianke. Wieksze party zaplanowane jest na koniec sierpnia, kiedy juz wszyscy, lacznie ze mna powracaja z wakacyjnych podrozy.

Troszke dopada mnie ta melanocholia przemijania, ale czuje ze jeszcze tyle przed mna, tyle do zobacznia, tylu ludzi do spotkania. Jeszcze chce mi sie przygod, podrozy w nieznane, wspolnych chwil z rodzina, z moimi dziewczynami. Na mapie moich lat mam przeciez do zwiedzania caly swoj swiat…. Jak spiewa Kuba Badach. I tego sobie wlasnie zycze na te kolejny urodziny.

Piosenka do posluchania TUTAJ, a tekst ponizej:


Chcę wreszcie napisać coś
Jak, jak biała kartka – nie wiem
Gdzie moje słowa są…
Kolejny krok pisze drogę mi
Niezdarne są litery moich dni
Po drodze do tego, co jest mną
Cieszę się, że
Jestem i czuję coś…
Życie jest podróżą,
Więc za dużo nie bierz w nią,
Bo Cię bagaż przygniecie,
A przecież żyje się jedynie raz
Na mapie Twoich lat
Do zwiedzenia masz swój cały świat…

Na, na białej kartce ciebie
Czas jak chce wciąż gryzmoli coś,
A Ty świat ponoć masz na dłoni,
Lecz możesz zmieniać go,
Nie pozwolić, by często ślepy los rządził.
Po szkołach wiesz jak podpisać się,
Ale nie tak pisze się Twoje „ja”.
Masz w sobie to, czego trzeba Ci,
Na każdy krok, żeby żyć z całych sił…
Życie jest podróżą,
Więc za dużo nie bierz w nią,
Bo Cię bagaż przygniecie,

A przecież żyje się jedynie raz
Na mapie Twoich lat
Do zwiedzenia masz swój cały świat…

Życie jest podróżą,
Więc za dużo nie bierz w nią,
Bo, bo Cię bagaż przygniecie,
A przecież każdy dzień odjeżdża jak
Ostatni wagon i nie ma szans, żeby wsiąść drugi raz

Amelia – Polska 2022

Amelia zakonczyla tournee po Polsce. Caly miesiac korzystala z pieknej pogody i mnostwa atrakcji. Zaczela od Warszawy, gdzie zatrzymala sie na kilka dni u Ewy i Jurka. Bylo rozpieszczanie na maxa, zakupy, zwiedzanie, pyszne jedzonko i figle z pieskiem. Fajny poczatek wakacyjnego pobytu. Z Warszawy, Meli przemiescila sie do mojej, rodzinnej Poniatowej, gdzie spedzila ponad tydzien u znajomych. Kochani moi, Gosia i Witek przygarneli Amelie i ugoscili przecudownie. Amelia miala okazje spedzic troche czasu z rowiesnikami, pozwiedzac okolice, ktora o tej porze roku jest przepiekna! Kazimierz, Naleczow, Lublin – Meli odwiedzila kazdy zakatek i kazda atrakcje. Bardzo, ale to bardzo ciesze sie, ze Meli miala okazje poznac moje rodzinne miasto i okolice. Ze mogla usiasc na tych samych lawkach w parku, wykapac sie w zalewie, ze chodzila po tych samych sciezkach, ktore ja w jej dokladnie wieku przemierzalam. I, ze moi przyjaciele i ich dzieci, teraz sa Amelii przyjaciolmi. Jak na przyklad corki moich zespolowych dziewczyn – teraz zaprzyjaznily sie z Amelia, zorganizowaly maly zjazd “skladu amerykanskiego”, czyli tego, ktory koncertowal u nas w Dallas kilka lat temu. Cudownie, ze kolejne pokolenie buduje takie same wiezi. Oby byly to przyjaznie – jak nasze – na lata.

Kolejnym przystankiem byl Krakow. Meli zatrzymala sie tutaj u kuzynostwa i spedzila ciekawe kilka dni. Krakow sam sobie jest atrakcja, wystarczy podjechac na rynek, Wawel czy Kaziemierz i cieszyc sie pieknymi widokami. Troszke pogoda pokrzyzowala Amelii plany, bo w planach byla obfita sesja zdjeciowa na Instagramy;) Dziewczyny potrafily jednak zorganizowac sobie czas, chociazby biegajac po galeriach handlowych.

Na koncu pobytu Meli dotarla na Slask. Niby miala ostatnie 10 dni swojego pobytu spedzic z babcia w Imielinie, ale co chwile “wpadala” jej jakas atrakcja czy wyjazd. Ledwie wrocila z Krakowa, zrzucila walizy a juz przyjechala po nia kochana Agatka z Chorzowa i zabrala Meli do siebie. W Chorzowie mieszka Ewa, przyjaciolka Meli z ktora znaja sie od dziecinstwa. Ewa mieszkala kiedys w Imielinie, ale rok temu przeprowadzila sie do Chorzowa. Zaprosili Amelie do siebie i dziewczyny spedzily sobie super czas w swoim towarzystwie. Wdzieczna jestem Agatce i Ewie za te niezapomniane chwile. I juz miala wracac Meli do babci, gdy wkroczyla niesamowita nasza ciocia Iza i przechwycila Amelie z Chorzowa i zabrala do siebie, do Zawiercia na kolejne kilka dni pelne atrakcji, wycieczek i rozpieszczania do granic (nie)mozliwosci. Perfumy Diora anybody?;)

Po wszystkich tych wypadach, nareszcie Meli wrocila do babci gdzie spedzila ostatni tydzien pobytu w Polsce w towarzystwie rodziny i znajomych. Kochana ciocia Marzenka poswiecila Amelii mnostwo czasu, zabierajac do siebie, na zakupy, na wycieczki. Dzieki Marzence, Meli miala okazje odwiedzic oboz koncentracyjny w Oswiecimu. Oswiecim, oraz takze lubelski Majdanek, zrobily na Amelii wielkie wrazenie. Mysle, ze zapamieta te miejsca do konca zycia. U babci, mogla Meli nareszcie zwolnic tempo, ponudzic sie troszke, pojezdzic na rowerze po okolicy, odwiedzic znajome jej katy. Okazalo sie, ze kolezanki, z ktorymi nie miala kontaktu przez wiele lat, jak pamietaja i chetnie spedza z nia troche czasu.

Na koniec, na ostatnie kilka dni przed wyjazdem, wrocila Meli jeszcze raz do Krakowa, do kochanych znajomych Grazynki i Bronka i jeszcze raz skorzystala z urokow tego pieknego miasta. Oprocz zwiedzania, zakupow i pysznego jedzenia, Meli miala okazje pojezdzic motorem. Takim prawdziwym, wielkim Harleyem, co to halasu duzo robi i jezdzi szybko. Wow, jak super – sama bym chciala takim pojezdzic.

Wrocila Meli zmeczona dluga podroza, ale szczesliwa, ze juz jest w domu, w swoim pokoju, na swoich smieciach. I jak to Meli, wyfrunela juz natychmiast na spotkanie z kolezankami, na urodziny, na pool party, na sleepover… nawet nie zdazylismy sie nia nacieszyc.

Koncowka Wakacji

Ajajaj blog ugorem lezy, nie mam jakos czasu pisac, a dzieje sie sporo. Koncowka wakacji – choc trudno mi w to uwierzyc. Dobijamy do brzegu wakacji, a juz w najblizsza srode dziewczyny zaczynaja szkole i wszelkie zajecia dodatkowe. Amelia dzisiaj wraca z Polski, o czym czeka juz w kolejce osobny wpis. Wakacje mielismy dosyc pracowite. Hub prowadzil dwa duze programy – jeden online dla studentow w Tajwanie – co wiazalo sie z wykladami super rano i pozno wieczorem, i tak przez caly miesiac. Drugi program prowadzil na miejscu, ale musial jezdzic do szkoly. Przez te jego wyklady o wszelkich porach dnia i nocy nie moglismy nigdzie w lipcu wyjechac, nawet na weekend. Ja wyskoczylam wprawdzie sobie na babski weekend do kolezanki do Houston, ale poza tym bylo dosyc stacjonarnie. W Houston odwiedzilam Ize, poznalam jej znajomych, a nawet zalapalam sie na wielka urodzinowa impreze jednej z nich. Spedzilysmy sobie z Iza super weekend, kawkowanie, zakupy, leniwy lunczyk – czyli to co tygrysy lubia najbardziej.

Antonia skonczyla wlasnie KidVenture Camp – fajne, pelne atrakcji kolonie. Zapisalam ja na jeden tydzien, ale tak jej sie tam spodobalo, ze przedluzalismy co chwile, az w koncu na kolonie chodzila przez 6 tygodni. Podobno wszystko bylo super fun i “awesome”, co nas bardzo cieszy. Przy takich nieziemskich upalach jakie w tym roku u nas panuja naprawde nie mialaby co robic i nudzilaby sie jak mops. A tak super zadowolona i przeszczesliwa.

Pracowity Weekend

Towarzystwo nam sie troche “przerzedzilo”, w domu zrobilo sie pusto. Amelcia poleciala do Polski. Bardzo sie denerowowalismy, bo to jej pierwszy raz kiedy leciala totalnie sama. Do tego jeszcze te cyrki na lotniskach, opoznienia, tysiace lotow pokasowanych. Najbardziej martwilam sie co bedzie jak skasuja jej lot z Frankfurtu do Warszawy i bedzie musiala sie gdzies po hotelach platac. Na cale szczescie wszystko przebieglo w miare gladko i Meli cala i zdrowa wyladowala w Warszawie, gdzie przechwycili ja Ewa z Jurkiem. Jak zwykle u nich, atrakcja goni atrakcje. Zwiedzanie Warszawy, zakupy, pizza, lody i relaks w cudnym Konstancinie. Kolejnym przystankiem Meli bedzie Poniatowa. Zmontuje oczywiscie osobny wpis o Ameliowych podbojach Polski, bo plan ma napiety i ciekawy.

Antonka tez wybyla z domu. Przez kolejne kilka tygodni chodzi na oboz “Kidventure”. Jak na razie jest bardzo zadowolona. Maja mnostwo atrakcji, park wodny prawie codziennie, zawody sportowe, warsztaty artystyczne, wycieczki. Antosia po calym dniu pelnym atrakcji doslownie pada. Zmeczona ale przeszczesliwa, a my zadowoleni, ze dziecko ma frajde. Kazda wolna chwile oczywiscie chce spedzic z dziadziusiem i tylko dziadek ma przywilej odbierania z campu;). Martwimy sie troche, bo dziadek po zabiegu na serce powinien odpoczywac, a Antosia litosci nie ma i ciaga go po basenach i lodziarniach. Interweniujemy od czasu do czasu i ‘zwabiamy’ ja do domu obietnica kolejnej zabawki czy M&M;). I czasem sie udaje, ale tylko pod warunkiem, ze kolejnego dnia znowu bedzie z dziadziusiem.

Korzystajac z okazji, ze dom troche opustoszal rzucilismy sie w wir roboty. Caly weekend zasuwalismy z Hubem zeby troche odwswiezyc dom. Chcielismy pomalowac sciany, wyczyscic podlogi, naprawic wreszcie szkody, ktore wyrzadzil Charlie jako maly puppie. Jak wiadomo przy takich projektach, planuje sie zrobic jedna rzecz, a przy okazji wpadnie kilka innych. I tak “przy okazji” wlasnie wypralismy dywany i wykladziny, wyczyscilismy plytki, umylam okna w 3 pokojach, upralam firanki, wysprzatalam kilka lazienek, przeorganizowalam Ameliowy pokoj, etc. W planie bylo malowanie kuchni, a z rozpedu umalowalismy rowniez ‘moje biuro’ i kilkanascie scian, scianek i scianeczek po calym domu. Dosc powiedziec, ze na koniec tak pracowitego weekendu padlismy doslownie na pysk. Oczywiscie pracy jeszcze niemalo, jeszcze trzeba poorganizowac pozostale pokoje , szafy tudziez inne zakamarki, ale to musi poczekac na tzw. wolna chwile.

Cale szczescie, ze w niedziele wieczorem mielismy zaplanowane wyjscie rodzinne bo pewnie jeszcze bysmy wisieli na drabinie do polnocy. Ale trzeba bylo jak sie nalezy odswietowac rocznice slubu tesciow. Nie byle jaka bo 47!!! Wyszlismy sobie do fajnej kanjpki, a po kolacji delektowalismy sie pysznym ciastem tesciowej.

Permit w Paryzu;)

Amelia odebrala wlasnie tzw. “driver permit”, czyli dokument formalnie upowazniajacy ja do nauki jazdy samochodem. Meli oczywiscie podekscytowana! Prawo jazdy moze otrzymac po ukonczeniu 16 roku zycia, czyli za pol roku. Do tego czasu musi oczywiscie nauczyc sie jezdzic oraz zdac egzamin praktyczny. Teorie przerobila online, zdala egzamin teoretyczny – co wymagane bylo zeby otrzymac powyzszy ‘permit’. Przed nami jazda, nauka parkowania, etc. Zapisujemy ja na nauke jazdy do szkolki, ale prawda jest taka, ze i tak trzeba bedzie z Meli sporo pojezdzic zeby sie nauczyla, nabrala wprawy i swobodnie poczula sie za kolkiem.

Totalnie nie jestem psychicznie gotowa na to, ze moje dziecko usiadzie za kierownica poruszajacego sie pojazdu. Moze do tego “dojrzeje”, choc bardziej chyba pogodze sie z sytuacja. Rozumiem, ze Meli musi nauczyc sie jezdzic, ze samochod to tutaj koniecznosc, ze pewnie jak wyjdzie z domu bedzie musiala auto miec i sie nim poruszac. Na razie jednak nie dopuszczam do siebie mysli, ze to kiedys nastapi. Kiedys tam, za iles, ale jeszcze nie teraz bedziemy sie tym martwic, bedziemy myslec o aucie dla niej. Na razie, powolotku, bez pospiechu niech sobie jezdzi, niech nabiera wprawy. Ja tymczasem pozyje sobie jeszcze zludzeniami, ze mnie to nie dotyczy;)

Po owy ‘permit’ musielismy jechac ok. 1.5 od Dallas bo w Dallas wolnych terminow w tutejszym BMV (urzedzie komunikacji) nie bylo do pazdziernika. Znalezlismy wiec mniejszy, mniej oblegany urzad w Paris, TX. Przy okazji mielismy wiec wycieczke do Paryza;) Troche rozni sie od tego we Francji – teksanski Paryz ma wprawdzie wieze Eiffla, ale o malo jej nie przegapilismy bo nie jest zbyt wysoka. Za to znajdujacy sie obok niej memorial jest ciekawy i imponujacy. Upamietnia weteranow wojennych, ktorzy polegli na wojnach. Pokrecilismy sie troche po miescie, cpykneli kilka pamiatkowych fotek i juz nas tam nie bylo.

Austin

Skoro o atrakcjach mowa, to wspomne, ze jeden weekend spedzilismy w Austin. W Austin bylismy juz kilka razy, ale miasto ma to do siebie, ze zawsze znajdzie sie tam cos ciekawego do zobaczenia. Poniewaz goraco bylo nieziemsko, szukalismy raczej atrakcji w pomieszczeniu. Hub wpadl na pomysl by odwiedzic muzeum wojskowe. Krecilam troche nosem bo myslalam, ze dziewczyny beda sie tam nudzily. Jakze sie mylilam. Okazalo sie, ze muzeum bylo swietne, bardzo ciekawe. Mnostwo eksponatow z roznych konfliktow zbrojnych – od wojny secesyjnej po 11 wrzesnia 2001. Dziewczyny zafascynowane bronia, czolgami, mundurami, akcesoriami. Dla dzieci przewidziana byla mapka na ktorej trzeba bylo zakreslic przedmioty – w miare jak zwiedza sie muzeum. Antosia ma niesamowita pamiec. Doskonale pamietala, ktory eksponat znajduje sie w ktorej czesci muzeum i szybciutko zakreslila prawidlowo wszystkie przedmioty. Szczerze, bylismy w malym szoku. Wizyta zainsipirowala nas do rozmow na ciezkie tematy. Dlaczego sa wojny? Kto jest zly a kto dobry? Po co nam te czolgi i armaty?

Po wizycie w muzeum, stwierdzilam, ze fajnie byloby troche pospacerowac po ogrodzie botanicznym, pocpykac zdjec na tle japonskich ogrodow czy egzotycznych drzew. Zdjecia moze i fajne, roslinnosc piekna, ale ponad 100 F odbierala wszelka radosc ze spaceru. A, ze byl to moj pomysl – myslalam, ze mnie reszta rodziny zlinczuje na ktoryms drzewie. Wytrzymalismy niecala godzine i szybciutko ewakuowalismy sie do najblizszej lodziarni;). Upal, to za malo powiedziane. Objechalismy Austin dookola, zatrzymujac sie przy kilku ciekawych miejscach, ale generalnie tego dnia chodzic sie nie dalo.

Na niedziele, mielismy zaplanowany park wodny, Kalahari Resort. Tu niespodzianek nie bylo – spedzilismy fantastyczny dzien w wodzie, na olbrzymich zjezdzalniach, basench, lazy river tudziez w “Grotto” dla doroslych, gdzie serwowali pyszne drinki. Dzieci w tym czasie szalaly na sztucznych falach;). Kiedy po calym dniu tej wodnej rozpusty, Antosia oglosila “I’m done”;), myslelismy, ze zwiniemy sie do domu. Ku naszemu rozczarowaniu, Antosia musiala jeszcze wstapic do parku rozrywki, ktory (a jakze) znajdowal sie tuz obok parku wodnego. Kilka zjazdow, jakies flipery, air hockey… i dopiero teraz moglismy opuscic jaskinie rozrywki;) Goraco polecam wszystkim. Zabawa jest przednia dla duzych i malych. Uzbroic sie trzeba w cierpliwosc i zasobny portfel;). W Kalahari pomysleli chyba o wszelkich mozliwych atrakcjach. Oprocz samego parku wodnego sa oczywiscie restauracje, lodziarnie, park rozrywki, kino, kregle, laser a nawet escape rooms. Mozna spokojnie spedzic tam caly weekend, albo i z tydzien, jezeli ktos lubi takie atrakcje. Naszym dzieciom sie podobalo. Juz sie dopytuja kiedy wracamy do Kalahari;).