Noga

Zeby nie bylo ze jest nudno czy monotonnie, zawsze cos sie musi wydarzyc. Oczywiscie w jak najmniej odpowiednim momencie. Tym razem, Amelia – tak, znowu Amelia- skrecila sobie noge w kostce. Jakos niezrecznie skoczyla i kostka wykrecona. Nie dosc ze ja boli, to jeszcze teraz wlasnie ma najwiecej roboty w szkole, wazne egzaminy koncowe, lacznie z AP egzaminem (klasa na poziomie college’u). Jednym slowem inne problemy na glowie. Juz nie wspomne, ze za 2 tygodnie lecimy do Hiszpanii, a tu Meli w bucie ortopedycznym! Jak na ironie losu, ostatnio jak Meli byla z Hubem w Hiszpanii – to rowniez byla w bucie, bo wtedy palce miala polamane! No po prostu uparla sie nasza Meli, ze jak jedzie do Hiszpanii to tylko i wylacznie w bucie ortopedycznym i z uszkodzonymi konczynami, a jakze;). Niefortunnie sie zlozylo, oczywiscie, ale mam nadzieje, ze do wyjazdu troche sie zagoi i moze bez tego buciora da sie podrozowac, bo ciezko jednak w nim chodzic, tym bardziej 10 godzin wysiedziec w samolocie.

W miedzyczasie odliczamy dni do powrotu tesciow. Nie ukrywam, ze ciezko bez nich ogranac cala logistyke. Pocieszam sie tylko, ze to juz ostatnie niemalze dni. Za chwile konczy sie szkola i wiekszosc zajec. Ami bedzie nadal plywala i w klubie i w szkole, Antosia rowniez bedzie chodzila na plywanie przez wakacje, moze jeszcze jakies polkolonie jej zorganizuje, wiec jezdzenia bedzie nadal troche, ale bedzie dziadek i cale to uberowanie przejmie. Czekamy wiec na zakonczenie roku i wakacje i oczywiscie na zagojenie sie powykrecanych konczyn.

Wielkanoc 2022

Troche z opoznieniem, ale zaraportuje co nastapilo. W zwiazku z pogrzebem babci Gertrudy, Swieta w tym roku inne, dziwne, troche smutne. Hub i tesciowie polecieli do Polski. Ja zostalam na placu boju z dziecmi, szkolami, zajeciami, wozeniem, gonieniem, gotowaniem i rzecz jasna praca na pelny etat;). Hub wrocil po tygodniu, rodzice zostali na dluzej. Swieta przelecialy w mgnieniu oka, no ale tak to jest jak nie ma porzadnego wolnego zeby sie przygotowac do Swiat czy tez spokojnie poswietowac. No ale radzimy sobie jak mozemy. Przeciez da sie ugotowac zurek bedac jednoczesnie na conf callu;). Dziewczyny dzielnie pomagaly w kuchni caly wieczor i ni stad ni z owad pod koniec wieczoru mielismy juz sernik, babki, wafle, warzywa przygotowane na salatki, cwikle i kilka innych drobiazgow. Do tego umalowalysmy chyba z 50 jajek! Tak nam fajnie sie wymyslalo ozdabianie, ze co chwile dogotowywalam tuzin;0).

Z Houston przyjechali znajomi, co zawsze jest atrakcja. Krotko to krotko, ale mielismy okazje pogadac, a dzieciaki nie mogly sie nacieszyc swoim towarzystwem. W sobote na chwile mielismy wstapic do znajomych Brazylijczykow, ale od nich tak latwo sie nie wychodzi wiec siedzielismy caly wieczor. Wielkanocne sniadanio-luncho-obiad zjedlismy natomiast u Agatki i Grega z innymi jeszcze znajomymi. Bylo milo, fajnie sie gadalo, stol uginal sie od jedzenia – czego chciec wiecej? Tradycjnie poswiecilismy koszyczki w sobote a w niedziele pojechalismy do polskiego kosciola. No i tradycyjnie bylo zbieranie jajek dookola domu. Mlodziez juz nastoletnia oczami troche przekrecala na ‘zajaca co to jajka pochowal’, ale jak tylko dowiedzieli sie, ze dolce prawdziwie, najzielensze sa ukryte w jajkach, rzucili sie jak mysz na ser;) Ogolnie udany weekend, chociaz troszke niedosyt pozostal, ze nie moglismy swietowac z tesciami.

Babcia Gertruda

Jeszcze zanim napisze o Swietach, opisze co sie w ostatnim czasie u nas wydarzylo. Niestety, z Polski dotarly do nas smutne wiesci. Zmarla babcia Gertruda -babcia Huberta, mama tescia:(. Niby wiemy, ze wszyscy odejdziemy, wiemy, ze babcia przezyla 94 lata w calkiem niezlym zdrowiu, nie mniej jednak gdy taka wiadomosc przychodzi – robi sie przykro. Przykro bo jakby nie bylo zamyka sie jakis etap zycia. To nasza ostatnia babcia. Moje juz niestety odeszly jakis czas temu i fajnie bylo ‘pojechac do babci’. Hubert mial swietne relacje z babcia, zreszta wszyscy ja bardzo lubilismy, bo babcia byla naprawde fajna.

Gertruda lubila pozartowac, napic sie winka, lubila mocna kawe i dobre ciasto. Jej Francuskie pochodzenie bylo widoczne na kazdym kroku. Byla elegancka kobieta, zawsze swietnie ubrana, czesto w kapeluszu. Babcia swietnie odnalazla sie w polskiej rzeczywistoci, rzeczywistoci jakby nie bylo ciezkiej – bo do Polski przyjechali pod koniec lat piedziesiatych. Babcia nauczyla sie jezyka polskiego i przywykla do Polskiej codziennosci. Nawet po smierci dziadka, gdy zostala dosyc mloda wdowa, nie chciala wracac do Francji.

Oczywiscie przy okazji kazdej wizyty w Polsce, odwiedzalismy babcie w Krakowie. Mialam jeszcze to szczescie spedzic z babcia troche czasu podczas mojej ostatniej wizyty w Polsce, w grudniu. Babcia juz byla slaba, narzekala, ze jej ciezko, ze nie moze pogodzic sie z uplywem czasu i z tym, ze nie ma juz sily praktycznie na nic. Mowila, ze jest zwyczajnie zmeczona zyciem. Mimo tego, fajnie sobie jeszcze porozmawialysmy, babcia byla w dobrym nastroju, zartowala. Wypilysmy tradycyjnie kawke i poplotkowalysmy o polityce i celebrytach. Taka ja sobie zapamietam.

Hubert i rodzice polecieli do Polski na pogrzeb. Hub wrocil juz po tygodniu do domu. Rodzice zostali na dluzej, wiadomo trzeba pozalatwiac troche spraw. Przykro bardzo, ze babcia odeszla. Wizyty w Polsce juz nie beda takie same. Spoczywaj w pokoju kochana nasza elegantko. Na zawsze pozostaniesz w naszych sercach i naszej pamieci!

Raz Szaro, Raz Kolorowo

Codziennie niemalze romawiam z kims na temat Ukrainy, na temat pomocy i calej sytuacji. Nie da sie od tego uciec. W pracy kolejnych kilka osob pytalo mnie o sytuacje na miejscu w Polsce i jak odbija sie to na codziennosci Polakow. Ano, odbija. Zewszad dochodza informacje o malym przesileniu, o tym jak wielu ludzi osiaga maximum swoich mozliwosci pomocowych: finansowych, logistycznych ale rowniez maksimum obciazenia psychicznego. Bo ile mozna patrzec na krzywde ludzka. Do tego dochodzi poczucie bezsilnosci i strach o jutro. Wielu ludzi glosno przynaje, ze Polska sie ewidentnie przygotowuje do konfliktu zbrojnego. Zwiekszono wydatki na zbrojenia, mowi sie o kursach obslugi broni dla cywilow, na terenie kraju jest mnosto wojsk zagranicznych, mnostwo cywilnych organizacji, owszem wiekszosc humanitarnych, ale rowniez militarnych. Znajomy, nota bene, wysoko postawiony wojskowy – obecnie w stanie spoczynku, leci wlasnie do Polski zeby pomoc koordynowac wsparcie humanitarne oraz prowadzic wstepne “przeswietlanie” kandydatow, ktorzy sie zglaszaja do walki czy pomocy humanitarnej. Ciekawe to bardzo, ze zglaszaja sie wszelkiego kalibru ludzie: od prawdziwych, oddanych o szczerych intencjach pomocy do swirow totalnych, ktorzy po prostu chca sie dostac w okolice konfliktu i zabijac jak popadnie. Sa tez tzw. ‘instagramowi’ pogromcy, ktorzy jada na front zeby sie wylansowac w social mediach; Sa i ‘udawacze’/naciagacze – udaja lekarzy, pielegniarki, zolnierzy – zeby tylko dostac sie na front. Historie sa niesamowite. Praca znajomego polega wlasnie na eliminowaniu tych o watpliwych zamiarach, bo organizacje czy wojsko nie maja teraz czasu/srodkow na branie sobie takich problemow na glowe.

Co chwile dzwonia ludzie z checia pomocy. Juz kilka osob prosilo mnie o pomoc w zalozeniu fundacji, zeby pomoc pociagnc na wieksza skale. Nie wiem czy akurat zakladanie kolejnych fundacji jest koniecznie, istnieje mnostwo sprawdzonych organizacji, lepiej chyba takowe wesprzec. Ale rozmawiamy, analizujemy. Najwazniejsze zeby pomagac.

Autor nieznany. Zrodlo: Facebook.

Tymczasem tydzien mija za tygodniem. Rzeczywistosc mniej lub bardziej szara dotyka nas kazdego dnia. Czasami jest naprawde kolorowo – jak np. w czasie Hinduskiego swieta Holi. Odswietowalismy je jak nalezy. Sasiedzi urzadzili wielka impreze. Byly atrakcje dla dzieci, plywanie w basenie, tance w rytmach Bollywood oraz smarowanie sie kolorowymi proszkami – bo to takowa tradycja tego swieta. Ubrudzeni, kolorowi na maxa i do szpiku, ale mega zadowoleni wrocilismy do domu pod wieczor. Ubrania, buty, a nawet bielizna, generalnie do wyrzucenia, bo wszystko zafarbowane i brudne, ale czego sie nie robi dla fajnej imprezy;). Ostatni weekend z kolei, to nasza rocznica slubu. Wyszlismy z Rebecca i Michaelem na fajna kolacje oraz przecudny, przewspanialy koncert. Jon Secada zaspiewal z lokalna orkiestra symfoniczna. I spiewal cudnie, choc moze ktos powie, ze czasy swietnosci Jon ma juz za soba. Dla mnie bylo cudnie, romantycznie. Jak tylko uslyszalam znajome melodie wrocily piekne wsponienia. Bo ktoz nie pamieta Just Another Day ???? Na zakonczenie wieczoru wstapilismy jeszcze na drinka do lokalnego baru. Dobre drinki, a w tle Karaoke i przesympatyczna rozmowa z naszymi przyjaciolmi to jest to co tygrysy lubia najbardziej;).

Error Message

Od rana wiadomo bylo, ze to nie bedzie dobry dzien. Pojechalam do biura, bo caly ten tydzien mamy ‘spotkania na szczeblu’ i trzeba bylo stawic sie osobiscie. No problem, fajnie po tak dlugiej przerwie zobaczyc ludzi, porozmawiac, nawet posiedziec troche na przydlugawych spotkaniach. Luz. Na wejscie wyswietlil mi sie nie jeden a dwa komunikaty na monitorach, ze error, ze system, ze cos nie dziala, ze cos trzeba przeinstalowac itepe, itede. Pomajstrowalam troche, cos tam zresetowalam, tu kliknelam, tam kliknelam i przynajmniej jeden monitor zaczal dzialac. Za chwile namyslil sie drugi i niby wszystko OK, chociaz jakis updejt musze jeszcze zrobic. Popedzilam na spotkania, gadka szmatka, dyskusje, prezentacje, decyzje. Skonczylismy troche wczesniej niz planowalismy wiec executives, z ktorymi pracuje, zaproponowali szybkie happy hour. Przystalam z checia, bo wiekszosc zespolu to fajni ludzie, znamy sie, pracujemy razem od dawna – mozemy i wspolnie wypic piwo. Byl z nami rowniez J, moj bliski znajomy, z ktorym pracuje niemalze na codzien (o ktorym juz tutaj pisalam kiedys) i smieje sie, ze to taka moja ‘psiapsiolka” bo zawsze firmowe plotki mi przynosi, jednym slowem swojski facet. Widzialam, ze jest jakis nieswoj. Usiedlismy z boku i dostalam info, prawie jak noz w plecy – J ma nowotwor, leczy sie od kilku miesiecy, jest po operacji, za nim naswietlanie, przed nim chemioterapia, decyzje, prognozy. Lzy stanely mi w oczach. Przykro mi, ze musi przez to przechodzic. Wierze jednak, ze bedzie dobrze. Rozmawialismy przez chwile, opowiadal mi, jak w jednej chwili przewartosciowujesz cale swoje zycie, jak z silnego faceta stajesz sie momentalnie bezbronnym dzieciakiem potrzebujacym pomocy i jakie to jest upokarzajace. I tak chcialabym zeby mozna bylo jak z tym moim komputerem, cos wymazac, przeinstalowac i zeby taka error message o naszym zdrowiu mozna bylo usunac i system zresetowac. Wracajac do domu kolejna error message, tym razem w moim aucie – wszystkie swiatelka w stacyjce migaja, wyswietla sie info, ze jakis tam system, jakas instalacja ma awarie i natychmiast do warsztatu trzeba jechac – nic dobrego to nie wrozy. Na koniec dnia, kolejna wtopa. Hub mial odebrac Meli z zajec o 9. Byl na jakims tam waznym otwarciu programu na drugim koncu miasta i sie zagapil. Meli spanikowana czeka na odbior, a tu nikogo nie ma, a moj samochod jak na zlosc zepsuty/pieron wie co sie dzieje. Na ratunek pospieszyl dziadzius, ktory po otrzymaniu SOS popedzil odebrac Meli, ktora czekala prawie godzine. Galimatias straszny, wszyscy wkurzeni, zestresowani. I ta error message od rana znamienna jakas byla – wyrazne ostrzezenie, ze dzisiejszy dzien bedzie jedna wielka pomylka.

Tymczasem u nas

Nie odrywamy sie niemalze od telewizora czy telefonu i na biezaco sledzimy wydarzenia na Ukrainie i w Polsce. Od tego, jak juz pisalam, uciec sie nie da, nie mozna, nie powinno sie. Oprocz jakiejs bardzo doraznej pomocy czy wsparcia, niewiele jestesmy w stanie zrobic, wiec dzielimy sie chociaz informacja, przekazujemy dalej coby caly swiat sie dowiedzial co sie w naszej Polsce dzieje.

Poza tym zycie biegnie swoim torem. Za nami juz tegoroczne ferie wiosenne (Spring Break). Rozklady nam sie nie pokryly i w tym roku, wiec nie bylo mowy o wspolnych wyjazdach. Codziennie jednak probowalam cos z tymi moimi piskletami zrobic, zeby chociaz na chwile z domu wyjsc. Pogoda byla okropna caly tydzien, deszcz i zimno, wiec wszelkie atrakcje na zewnatrz w zasadzie odpadaly. Hub wyskoczyl do Europy na 5 dni, wiec byly to typowo babskie wypady. Cale szczescie, dziewczyny latwo zadowolic. Byly wiec zakupy, jakies orientalne jedzenie, popoludnie w centrum rozrywki, kregle, jazda na lyzwach. Jak sie troche ocieplilo, pojechalysmy jednego popoludnia do Dallas, polazilysmy, zdjec nacpykalysmy, gdzies na lody przycupnelysmy i fajnie sobie spedzilysmy czas. W planach byla przejazdzka historycznym trolejbusem, ale wlasnie nam uciekl;).

Mam 6 lat

Nasza Antonka skonczyla 6 lat! Wow! Sama nie wierze w to co pisze. Caly czas mam ja za malego berbecia, a tymczasem to juz konkretna mala osobka. Co to i nozka tupnie i prawie kazdy temat rozwinie. Kochamy ja ponad zycie, wnosi tyle radosci i takiego kochanego zamieszania. Jest ciagle w ruchu, ciagle cos chce robic, biegac, jezdzic na rowerze, ostatnio zafascynowala sie jazda na rolkach i kazda wolna minute spedza jezdzac po osiedlu, na rolkach wlasnie. Raz w tygodniu jezdzi na lyzwach, plywa, chodzi na gimnastyke. Jednym slowem energie ma niespozyta, czasem trudna za nia nadazyc;).

Antosia uwielbia szkole i swoja pania McMillan. Podobno w szkole jest grzeczna, wykonuje kazde polecenie, pilnuje zeby inni tez robili co pani mowi. Antosia bardzo lub sie czuc potrzebna, jest chetna do pomocy. Ma niesamowita pamiec do detali. Nawet pani w szkole mowi, ze jezeli nie chce o czyms zapomniec to prosi Antonie zeby jej przypomniala;).

Coraz lepiej dogaduja sie z siostra. Razem pieka ciastka, razem ogladaja filmy, rysuja czy graja w gry. Nikt i nic nie jest jednak w stanie jednak zastapic dziadziusia. Jest kompanem Antosi do wszystkiego: do zabawy, do wozenia na zajecia, do wypadow na lody, bobe i czy inne zachcianki;).

Mysle, ze urodziny odswietowane jak sie patrzy. W zasadzie celebracje trwaly 4 dni. W piatek zrobilismy Antonce niespodzianke i zabralismy ja do “Build-A-Bear”, miejsca, gdzie mozna samemu zaprojektowac i “zlozyc” pluszowa zabawke. Smiechu bylo co niemiara bo niektore ubranka bardziej takie lalkowe niz misiowe, a Antoska wybrala sobie krolika, ktorego nazwala Daisy. I wyladowal ten krolik w cekinowej sukience;). W sobote przyszly niezawodne ciocie i przy pysznym torcie (a nawet dwoch) odspiewalismy jubliatce “100 Lat”. W niedziele natomiast odbylo sie prawdziwe urodzinowe party – Antoska wybrala sobie oczywiscie “rolkowisko”, jako, ze to jej nowa obsesja. Dzieciaki mialy niesamowita frajde uganiajac sie na rolkach. Potem tradycyjne pizza i tort. Impreza udana, Antoska przeszczesliwa. I wreszcie w poniedzialek (dzien urodzin) zaliczylysmy babski wypad na zakupy do Zary i tajski obiad na czesc naszej rezolutnej 6-latki.

Ukraina, wojna wciaz trwa.

Kolejny, 16ty dzien wojny w Ukrainie. Kolejny dzien dramatu tysiecy ludzi wyrwanych nagle z rzeczywistosci. Codziennie logujemy setki zdjec i filmow obrazujacych te tragedie, tragedie na wielu plaszczyznach: ludzkiej, ekonomicznej o pokoju swiata czy regionu nie wspominajac. Codziennie z niedowierzaniem kiwamy glowami i ocieramy lzy. To sie nie dzieje naprawde! To nie moze sie dziac, przeciez ludzkosc wie lepiej, przeciez obiecywalismy sobie jako ludzie, ze nigdy wiecej. Tymczasem, dzieje sie – gina ludzie, dzieci, atakowana jest na naszych oczach ludnosci cywilna, szpitale, domy opieki. Tysiace ludzi od 2 tygodni zyja w schronach, piwnicach, okopach, tunelach. Miliony – na dzien dzisiejszy prawie dwa- uciekly z Ukrainy, zostawiajac za soba domy, dobytki, mezow, nadzieje.

Polacy staneli na wysokosci zadania, pomagaja jak moga. Zdecydowanie zdalismy test na czlowieczenstwo i empatie. Pokazalismy jak potrafimy sie zorganizowac i zjednoczyc, zanim jeszcze nasz rzad czy oficjalne organizacje humanitarne zaangazowaly sie w pomoc uchodzcom. Nie czekajac na oficjalne zbiorki pieniedzy czy odruchy Czerwonego Krzyza, Polacy otworzyli swoje domy, portfele i serca. Przygarneli uchodzcow, zaopiekowali sie potrzebujacymi. Chyba jeszcze nigdy w naszej historii “glodnych nakarmic, podroznych w dom przyjac” nie mialo bardziej realnego oddzwieku. Moi znajomi, rodzina, moje kochane dziewczynki pelna para zaangazowane sa w pomoc Ukraincom. Przygotowuja paczki, zorganizowaly caly dom dla matek z dziecmi. Wspieramy je jak mozemy, ale gdzies w glowie kolacze sie mysl, ze powinnam jeszcze wiecej zrobic, powiedziec, zorganizowac zbiorke pieniedzy, cokolwiek. Wlasnie gdy to pisze, przyszedl SMS od znajomej Ukrainki, mojej kochanej kosmetyczki. Rodzina z Odessy nareszcie przedostala sie do Polski. Sa w Warszawie, szukaja mieszkania. Obiecalam im pomoc. To sa wlasnie te namacalne problemy, ludzkie zycia przewrocone do gory nogami, dramaty. Najwazniejsze, ze sa cali i bezpieczni.

Trudno, naprawde trudno oddzielic to co dzieje sie w Polsce od zycia tutaj. Trudno oderwac sie od wiadomosci czy social media, trudno przestac o tym myslec i rozmawiac. Trzeba koniecznie dzielic sie informacjami ze swiatem, trzeba pokazywac to co sie dzieje, trzeba tlumaczyc. Mialam kilka telefonow od znajomych Amerykanow, ktorzy totalnie byli zdziwieni, nie wiedzieli o co chodzi i jak to jest mozliwe. I czy to jest mozliwe. Wytlumaczylam, na miare swoich mozliwosci i wiedzy, ale naprawde potrzeba o tym glosno mowic, edukowac. Juz wylalo sie na mnie wiadro hejtu za pokazanie takiego czy innego wideo wojennego. Juz odezwali sie sceptycy i zwolennici teorii spiskowych, bo i takich mam wsrod znajomych, i kwestionowali prawdziwosc video czy potrzebe pokazywania krwawych obrazow.

W cieniu tej wielkiej, niewyobrazalnej tragedii przyszlo nam zyc, pracowac, swietowac urodziny. Opisze to w osobnych wpisach, bo swiat oczywiscie sie nie zatrzymal, zycie toczy sie dalej.

Ukraina

Ciezko cokolwiek napisac, smutny dzien w dziejach swiata. Rosja zaatakowala Ukraine. Nie moge pogodzic sie z tym, ze w 2022 roku mozliwa jest wojna. Ze nic i nikt nie jest w stanie zatrzymac Putina, lub jak go pogardliwie – ale sprawiedliwie – nazywaja Putlera. Bo sami Rosjanie nie chca wojny. Zwyklym Rosjanom Ukraina nie przeszkadza, zwykli Rosjanie nie chca wydawac pieniedzy na wojne gdy w kraju naprawde bieda i mnostwo problemow wewnetrznych. I biedni wychodza na ulice, protestuja. Jak to mozliwe, ze jednego dnia kladziemy sie spac w czasach pokoju a budzimy w czasach wojny. Prawdziwej, goracej wojny, z rakietami, czolgami na ulicach, rannymi, zabitymi, ostrzelaniem szpitala, przejeciem lotniska czy elektrowni atomowej w Czernobylu. Przeciez swiat dokladnie pamieta jeszcze II wojne swiatowa i poklosie, ktore za soba niosla.

Szkoda Ukraincow, zwyklych ludzi, ktorzy najbardziej ucierpia na konflikcie z Rosja. Dobrze, ze inne kraje oferuja pomoc, przyjma uchodzcow, ze prowadzone sa zbiorki pieniezna na pomoc Ukrainie. Tylko co maja zrobic biedni ludzie? Uciekac? Zostawiac domy, dorobki, rodziny? Uciekac dokad? Do obozu dla uchodzcow? Do tymczasowego miejsca w hotelu? Czy mozna to tak zwyczajnie przeczekac i wrocic jak gdyby nigdy nic sie nie stalo? Przeciez to juz bedzie zupelnie inna Ukraina. Nic juz nie bedzie takie samo.

Zachod, alianci reaguja sankcjami. Pewnie na cos sie zdadza, choc Putin juz pewnie i to przekalkulowal. Co z tego, ze kilku oligarchow nie bedzie moglo robic interesow na Zachodzie czy w Stanach? Blokady bankowe, zakaz podrozowania, jakies obostrzenia finansowe – zwykli Rosjanie odczuja to pewnie w postaci drozyzny i braku paliwa.

I najwazniejsze pytnie, nurtujace chyba wszystkich: i co dalej? Gdzie zatrzyma sie Rosja? Czy odwazy sie zaatakowac inne byle republiki, np. Baltyckie? Czy odwazy sie ‘zahaczyc’ o Polske, czlonka NATO? Nawet nie chce spekulowac ani myslec o najgorszych scenariuszach, ktorych niestety madre glowy nie wykluczaja. Wojna w kazdym, nawet najmniejszym wymiarze, jest zupelnie niepotrzebna i nie ma wygranych.

I trudno skoncentrowac sie dzisiaj na czymkolwiek skoro mysli biegna w strone Europy, Polski, Ukrainy. Trudna odsunac mysli skoro kilkadzisiat kilometrow od granicy slychac wybuchy i odglos czolgow. I niby wiem, ze na razie Polacy sa bezpieczni, ze stoi za nami NATO, Ameryka, caly cywilizowany Zachod – ale nieciekawie byc w tak bliskiej odleglosci od prawdziwego konfliktu zbrojnego. Kto wie jakie zasiegi maja najnowsze rakiety i czy ktoras “niechcacy/przez przypadek” nie zapodzieje sie gdzies poza Ukraina a z mojego miasteczka do granicy tylko jakies 100 km.

Pietnastka Amelii

Amelia skonczyla 15 lat. To jak szybko mija czas widac dobrze po naszych dzieciach. Przeciez tak niedawno, tak jakby to bylo wczoraj po domu biegal maly brzdac. Dzisiaj mamy juz na pol dorosla kobietke;). Fajna jest ta Meli, madra, sympatyczna, lubiana. Czasem potrafi zajsc nam za skore, potrafi odpysknac, nadasac sie, trzasnac drzwiami, jak chyba kazda nastalotka. Staramy sie byc wyrozumiali, bo ten nastolatkowy swiat nie jest latwy ani dla dzieci ani dla rodzicow. Ogolnie nie mozna sie do Meli przyczepic. Jak to mowil tato mojej kolezanki, “Udala nam sie ta cora”;). Dobrze sie uczy, jest bardzo zorganizowana, z latwoscia ogarnia szkole, zajecia dodatkowe, nauke Chinskiego i rosyjskiej matematyki;) Angazuje sie w rozne inicjatywy szkolne, dziala w samorzadzie, plywa w druzynie szkolnej, pomaga gdzie i komu potrzeba. Ma duze grono kolezanek, swietnie organizuje sobie zycie towarzyskie, wszelkie wypady do malla, na kawe, na lody, na rower, na lyzwy, na sleepowery;). Tak naprawde gdyby mogla, to jak prawdziwa cyganka nie siedzialaby w domu w ogole. Ciagnie ja w teren;). Coz, niedaleko pada jablko od jabloni, wloczegostwo nasze dzieci maja w genach;).

Na sobote zaprosila Ami kilka kolezanek i urodziny owe, 15-te zostaly jak sie nalezy odcelebrowane. Zaserwowalismy pizze, tort lodowy i fontanne czekoladowa i tradycyjnie juz bar nalesnikowy. Przez kilka dni dzielnie dmuchalismy balony, dekorowalismy dom coby na instagrama sie nadawal;-). Byla wiec prawdziwa “zdjeciowa scianka”, luk z balonow i inne dekoracje zeby nasze celebrytki mogly sweet fotek sobie pocpykac. Reszte wieczoru dziewczyny spedzily na gorze grajac w “murder mistery” i ogladajac filmy. Smiechom i chichom nie bylo konca, wiec zakladam, ze wieczor byl udany. Antosia, ktora laskawie dopuszczono, zeby “cicho w kacie siedziala i starszyzne obserowowala” donosi, ze bylo “cool”.

Zyczymy ci Meli duzo zdrowka i samych sukcesow. Love you!