Espana 2023

Juz naprawde stracilam nadzieje, ze to sie wydarzy, bo nic nam sie nie skladalo. Nie moglismy zgrac terminow ze znajomymi, ktorzy byli rowniez zainteresowani wyjazdem, nie moglismy znalezc biletow w rozsadnej cenie – wiadomo, sezon swiateczny. I tu kudos dla Huba, bo tak pomanipulowal datami i algorytmem, ze znalazl bilety, a znajomi w miedzyczasie odpuscili wyjazd. I w ten oto sposob, moglismy spedzic pierwsze dni nowego roku tam gdzie naprawde czujemy sie jak u siebie, w wyjatkowo cieplej jak na ta pore roku Espanii. W Sylwestra wyladowalismy w Barcelonie. Pierwszym punktem programu byl mecz Barca z Espanyol na slynnym stadionie Camp Nou w Barcelonie. Do konca nie bylo wiadomo czy Lewandowski zagra czy nie. Ponoc ma jakas kare i byl zawieszony na kilka meczow. Cale szczescie pojawil sie i choc nie bylo to jego najbardziej spektakularny wystep i tak fajnie go bylo ogladac. Ogolnie mecz ciekawy, ale jeszcze bardziej ciekawe samo doswiadczenie. Prawie 100 tysiecy kibicow na stadionie, wszyscy mega zainteresowani i zaangazowani w mecz. W zyciu nie slyszalam takiego dopingu, a moj Hiszpanski wzbogacil sie o cala game niecenzuralnych slow;). Zeby byc sprawiedliwym dodam tylko, ze Antonka i ja w drugiej polowie juz wymieklysmy i drzemka nas lapala. Jednak jet lag czasem jest silniejszy od czlowieka i co ja bym oddala za miekka poduszke w tamtej chwili. Zaraz po meczu pojechalismy do hotelu i przytulilismy sie do podusi na kilka godzin, bo przeciez przed nami Sylwester. Juz troszke wypoczeci ruszylsmy do miasta, konkretnie na Plaza Espana gdzie odbywaly sie imprezy sylwestrowe, koncerty, grajace fontanny a na koniec, o polnocy cudowny pokaz fajerwerkow, szczerze mowiac chyba jeden z lepszych jakie w zyciu widzialam. I po raz kolejny tego dnia zadzialala psychologia tlumu, bo tlumy rzeczywiscie byly nieziemskie, i swietowalismy przyjscie Nowego Roku wsrod tysiaca nieznajomych ludzi, ktorzy na ta jedna magiczna chwile staja sie sobie bliscy. O polnocy, gdy w tle strzelaly fajerwerki i korki od szampanow, symbolicznie zjedlismy 12 winogron – co wedlug hiszpanskiej tradycji zapewnic ma nam pomyslnosc na Nowy Rok. Jak juz umilkl sylwestrowy zgielk wrocilismy do hotelu i z przyjemnoscia oddalismy sie w objecia Morfeusza. W Nowy Rok opuscilismy Barcelone i przemiescilismy sie do Walencji. Fajne, nowoczesne miasto, choc rowniez Starowke maja piekna. Przez dwa dni zwiedzalismy ile sie dalo. Duze wrazenie zrobilo na nas piekne Oceanarium oraz okolica wokol Muzeum Nauki. Dzieki TikTokowym rekomendacjom, Amelia zabrala nas do fajnej restauracji Voltereta – gdzie zmysly wariuja gdy ‘przenosimy sie w czasie’ do Nowego Jorku lat dwudziestych. Jedzenie moze nie jakies wykwintne, ale samo doswiadczenie oraz przejscie przez whikul czasu naprawde ciekawe. Z Walencji kierujemy sie na poludnie, do Andaluzji, tak naprawde celu naszego pobytu.

Przez kolejne dni siedzimy w Roquetas, ale jak to my tak na miejscu usiedziec nie potrafimy, dlatego w zasadzie kazdego dnia robimy wycieczki po okolicy. Ogladamy piekne klify w Almerii i ulubiony port w Aguadulce. Spacerujemy po plazy w Roquetas czy szukamy stadniny koni gdzies w gorach, bo tak nam podpowiadal internet;). Kolejnego dnia zalatwiamy troche spraw w Motril aby pozniej klapnac na lunch ze znajomymi w przepieknie polozonej Salobrena. Korzystajac z cudnej pogody i swiatecznego nadal klimatu, zapuszczamy sie az pod sama Malage, do Nerja, zeby zobaczyc slynny ‘balkon Europy‘, czyli przepiekny taras widokowy czy poplatac sie po slicznych, waskich uliczkach w miescie. Swieto 3 Kroli to najwazniejszy dzien Swiat Bozego Narodzenia dla Hiszpanow. Nie Wigilja, nie Boze Narodzenie, ale wlasnie 6 stycznia to apogeum swiateczne. Juz od 5 wieczorem w miastach odbywaja sie slynne parady 3 Kroli. W/g tradycji to krolowie wlasnie przynosza prezenty, wszedzie panuje taki wlasnie ‘przedswiateczny’ gwar, pelno ludzi na ulicach, sklepy otwarte do polnocy, knajpy pelne. Pojechalismy do Granady na to wlasnie swietowanie przyjscia 3 Kroli (El Día de los Reyes Magos). Obejrzelismy parade, dzieciaki pozbieraly sobie cukierki rzucane, w/g tradycji w tlum podczas tej parady. Wieczorkiem przycupnelismy sobie w centrum na kolacje i obserwowalismy przez okno zabieganych Hiszpanow i pozostalosci po paradzie. Tak jak wpominalam, 6 stycznia to wielkie swieto w Hiszpanii, wszystko zamkniete, a Hiszpanie spedzaja je z rodzinami, otwieraja prezenty i jedza specjalnie na ta okazje upieczone ciasto, Roscon de Reyes.

My zdecydowalismy, ze bedzie to najlepsza okazja zeby wyruszyc w gory Sierra Nevada na narty. Bardzo nam sie podobaly stoki w Sierra Nevada, dobra organizacja, fajne szlaki i piekna, sloneczna pogoda. Antosia poszla do szkolki na pierwsza polowe dnia. Obawialam sie troche jak ona sobie tam poradzi i czy sie nie zniecheci do nart. Wrecz przeciwnie, odebralam ja z usmiechem na ustach i ochota na dalsze zjezdzanie. Nie podobalo jej sie tylko to, ze bylo sporo malych dzieci, no bo przeciez ona juz duza i z maluchami nie bedzie zjezdzac;). Miala fajnego trenera, poklepywal ja ciagle po plecach, “good job Anto”, powtarzal;). Kolejne kilka dni spedzamy stacjonarnie w Roquetas. Jednego dnia wybieramy sie na golfa. Nie moglismy po prostu darowac sobie pospacerowania po przepieknym polu golfowym w Almerimar. Dziewczyny poszly na lekcje, a my z Hubem cwiczylismy kolejne ‘chwyty’. Kto by pomyslal, ze przy golfie naprawde mozna sie zmeczyc;). Chetnie klapnelismy sobie w przytulnej knajpce z widokiem na morze. Spodobal nam sie bardzo ten Almerimar, nawet bardziej niz Roquetas. Chetnie tu jeszcze wrocimy.

Na koniec, zahaczajac jeszcze o Walencje i Tarragone wracamy do Barcelony. Dopiero teraz mamy konkretne kilka dni by pozwiedzac miasto i poczuc jego atmosfere. Barcelona nie zawodzi. Roznorodnosc atrakcji niemalze przytlacza, nie wiadomo co ogladac najpierw. Jest mnostwo historii, piekna architektura z mocnymi wplywami modernizmu i Gaudiego. Sa parki, ogrody, mnostwo zieleni. Sa muzea, teatry, mnostwo wydarzen kulturalnych. Jest w koncu porzadny shopping;). Udalo nam sie zaledwie liznac tego wszystkiego a i tak bylo super. Olbrzymie wrazenie zrobila na mnie Sagrada Familia, zaprojektowana przez Gaudiego i nadal nieukonczona katedra. W glowie sie normalnie nie miesci, jak mozna kazdy szczegol tak przemyslec i zaplanowac, jak kazda kolumna, kazde okno ma swoj cel, jak pieknie odbija sie swiatlo, jak cudownie roznosi dzwiek. Dobrym posunieciem bylo skorzystanie z autobusu wycieczkowego, tzw. “Hop on/Hop off”. Obwiezli nas niemalze po calym miescie, zatrzymujac sie przy kazdej ciekawej atrakcji, przy okazji opowiadajac historie miasta i jego zabytkow. Jest to dobra opcja jak sie ma malo czasu oraz atrakcja sama w sobie dla dzieciakow. Oprocz Sagrada, odwiedzilismy slynny deptak, La Rambla, dzielnice gotycka czy port, na zachod slonca wjechalismy na wzgorze Mont Juic, z ktorego rozciaga sie cudowna panorama na miasto. Obejrzelismy palac i jego okolice oraz slynne domy Gaudiego – Casa Batllo i Casa Mila. Jedno popoludnie zarezrwowalismy sobie na zakupy. Skonczylo sie jak skonczyc sie musialo, zakupem dodatkowej walizki;). No, ale jak oprzec sie swietnym przecenom w Zarze, gdzie europejski styl kusi swoja odmiennoscia. Kolejna udana wyprawa do Hiszpanii za nami, jak zwykle pozostaje niedosyt i super wspomnienia.

One thought on “Espana 2023

  1. Igomama says:

    Sylwester w Hiszpanii?! Coś pięknego!
    Ależ mieliście wspaniałą wycieczkę. Tyle atrakcji, piękne miejsce i jeszcze mecz na słynnym stadionie z Robertem Lewandowskim.
    Cieszę się, że mogłam przeczytać recenzję z tak fantastycznej wyprawy.
    Tak wspaniale rozpoczęty Nowy Rok – musi być udany, nie ma innej opcji. 🙂

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s